Analiza krytyczna papieskiego przemówienia na zakończenie synodu: brak jasności, droga środka przy rozmiękczaniu prawd wiary, zapowiedź zmiany praktyki Kościoła

zdjęcie telegraph.co.uk

zdjęcie telegraph.co.uk

Tekst przemówienia z komentarzami.

Rzym, 10 października 2014 roku

Wasze Eminencje, Wasze Świątobliwości, Ekscelencje, Bracia i Siostry,

Z sercem pełnym wdzięczności chciałbym wraz z Wami podziękować Panu, który światłem Ducha Świętego nam towarzyszył i prowadził nas w minionych dniach!    

Wypowiadając takie zdanie Franciszek potwierdza, że to, co było na synodzie, było jednoznacznie dziełem Ducha Świętego – to On miał prowadzić ojców synodalnych.
Franciszek bardzo śmiało wyrokuje o tym, co było od Ducha, a co nie było. Nie jest to modlitewna prośba od Boga, jest to ocena.

Tymczasem można mieć do tego poważne wątpliwości, ponieważ w roboczym dokumencie synodu znaleźliśmy fragmenty, które były przeciwne zdaniu większości ojców synodalnych oraz sprzeciwiały się nauce Kościoła. Była to próba przepchnięcia herezji i praktyki niezgodnej z Ewangelią – czy to jest od Ducha?
Wprowadzona przez Franciszka cenzura (czy była od Ducha?), by nie publikować wypowiedzi uczestników synodu, została w rewolucyjnym tonie odrzucona przez ojców synodalnych.
Ponadto w głosowaniu na koniec synodu, artykuły 52, 53 i 55, pomimo że je formalnie odrzucono, ze względu na nie uzyskanie 2/3 ważnych głosów, to jednak zostały poparte przez większość ojców synodalnych. Czy było to od Ducha Świętego, że większość ojców synodalnych głosowała za fragmentami wątpliwymi pod względem moralnym?
Synod więc cały jest w wątpliwościach i walce. Gdzież ogólne prowadzenie Ducha?

Serdecznie dziękuję księdzu kardynałowi Lorenzo Baldisseriemu, sekretarzowi generalnemu Synodu, jego ekscelencji biskupowi Fabio Fabene, podsekretarzowi, a wraz z nimi dziękuję relatorowi kard. Péterowi Erdő, który pracował tak bardzo, nawet w dniach żałoby w rodzinie, oraz sekretarzowi specjalnemu, abp Brunonowi Fortemu, trzem przewodniczącym delegowanym, pisarzom, konsultorom, tłumaczom i anonimowym osobom, wszystkim, którzy pracowali za kulisami z prawdziwą wiernością i całkowitym poświęceniem, bez wytchnienia dla Kościoła: Dziękuję bardzo!

Dziękuję również wam wszystkim, drodzy ojcowie synodalni, delegaci bratnich Kościołów, audytorzy i audytorki oraz eksperci, za wasze czynne i owocne uczestnictwo. Będę o was pamiętał w modlitwie, prosząc Pana, aby wam wynagrodził obfitością swoich darów łaski.

Piękne podziękowania. Sprawa oczywista i nawet formalna, kurtuazyjna.

Mógłbym spokojnie powiedzieć, że w duchu kolegialności i synodalności przeżyliśmy naprawdę doświadczenie „Synodu”, procesu synodalnego, wspólnego pielgrzymowania.

A ponieważ była to „pielgrzymka”, to podobnie jak na każdej pielgrzymce były chwile szybkiego marszu, jakby pragnienie pokonania czasu i jak najszybszego osiągnięcia celu. Były też chwile zmęczenia, jakby chciało się powiedzieć: dość. Były też inne chwile entuzjazmu i zapału. Były chwile głębokiego pocieszenia, kiedy słuchaliśmy świadectw prawdziwych pasterzy (por. J 10, i kan. 375, 386, 387), którzy roztropnie biorą sobie do serca radości i łzy swoich wiernych. Chwile pocieszenia, łaski i zadowolenia, kiedy słyszeliśmy świadectwa rodzin, które uczestniczyły w Synodzie i dzieliliby się z nami pięknem i radością swego małżeńskiego życia. Pielgrzymka, podczas której silniejszy czuł się zobowiązany do pomagania słabszemu, gdzie bardziej doświadczony gotów był służyć innym, także poprzez konfrontacje poglądów. A ponieważ była to pielgrzymka ludzi wraz z chwilami pocieszenia były też chwile przygnębienia, napięć i pokus. Można by wspomnieć o niektórych ewentualnościach:

Piękne słowa na temat uczuć i nastrojów na synodzie. Ale co Franciszek wprost powiedziałby na temat spraw merytorycznych, na temat treści heretyckich zapisów, które próbowano wprowadzić? Dlaczego od wielu miesięcy ukrycie wspiera propozycje niezgodne z nauczaniem Kościoła, dlaczego je inspiruje zamiast je potępić? Milczenie sprzyja złu.

– Pokusa nieprzyjaznej ostrości, to znaczy chęć zamknięcia się w obrębie tego, co napisane (litera), i nie dać się zaskoczyć Bogu, Bogu niespodzianek (duch); w obrębie prawa, pewności tego, co znamy a nie tego, czego powinniśmy się jeszcze nauczyć i osiągnąć. Od czasów Jezusa jest to pokusa osób gorliwych, skrupulatnych, opiekuńczych i tak zwanych dziś tradycjonalistów, również intelektualistów.

Czy poprzez „nieprzyjazną ostrość” należałoby rozumieć ostry sprzeciw tych, którzy bronią nauczania Kościoła?
A może Jezus, który mówił do obłudników albo z biczem ze sznurków powywracał stoły kupczących, też był nieprzyjaźnie ostry? Czy rozliczne przykłady świętych w historii Kościoła, którzy mocno, czasem nawet gwałtownie, stali przy Jego nauczaniu, też można określić takim mianem?
Czy potwierdzanie i powtarzanie prawd wiary jest „zamykaniem się w literze”? Czy Bóg ma nas zaskoczyć przez wprowadzenie czegoś, co byłoby sprzeczne z literą, sprzeczne z prawem? Czy to, czego powinniśmy się nauczyć i co mielibyśmy osiągnąć, jest sprzeczne z prawem?
Należy według Franciszka skończyć z intelektualizmem – czy to znaczy nie traktować spraw na poziomie intelektu, tylko emocji, serca, ducha bez intelektu?
Nie ma w przemówieniu mowy o zbytnim intelektualizmie, tylko o intelektualizmie w ogóle – ale nawet, czy można byłoby w jakikolwiek sposób być za bardzo intelektualistą? Czy rozprawianie o prawdach wiary na sposób naprawdę intelektualny jest czymś zły?
Czy tradycjonalizm jest czymś złym? Czy papież nie akceptuje w Kościele tradycjonalizmu i uważa to za pokusę? W tych słowach jednoznacznie stawia siebie na pozycji bardziej na lewo.
Gorliwość, skrupulatność i opiekuńczość – wymienione tutaj od tak – są zawsze czymś złym?

– Pokusa destruktywnego naiwnego optymizmu, który w imię zwodniczego miłosierdzia opatruje rany, nie gojąc ich wcześniej ani nie lecząc, ludzi leczących objawy, ale nie przyczyny i źródło choroby. Jest to pokusa „naiwnych optymistów”, ludzi lękliwych a także tak zwanych „progresistów i liberałów”.

Bardzo słuszny akapit. Dlaczego tylko Franciszek nazywa to optymizmem. Ogólnie rozumiany optymizm tak w ogóle jest czymś dobrym, jasna sprawa. Dlaczego jednak wprost Franciszek nie potępi tych fragmentów, które są sprzeczne z wiarą i tak gdzie to rzeczywiście ma miejsce poglądu sprzecznego z wiarą nie nazwie błędnym, tylko „optymizmem”.
„Progresiści i liberałowie” są w cudzysłowie, to są tzw. progresiści i liberałowie (bo w rzeczywistości nimi nie są?) – tradycja i intelektualizm są jednak z miejsca przekreślone, tak samo gorliwość i opiekuńczość, bez dopowiedzeń – to jest ewidentne zło, nie to co liberalizm, koniecznie w cudzysłowie.
Franciszek bardzo dyplomatycznie poprzez ten wcześniejszy i obecny paragraf chce się ustawić w pozycji środkowej – czy jednak prawdy wiary katolickiej nie wymagają jednoznacznego opowiedzenia się za nimi, a nie balansowania, by na siłę wypaść na środek różnorodnych opinii, czy można używać dyplomacji gdy chodzi o sprawy wiary, i nie powiedzieć wprost prawdy, maskując się za dwuznacznymi hasłami, etykietami.
Jest to też paragraf dla uciszenia i uspokojenia sumień tych, którzy mają obawy – wystarczy wyciągnąć ten paragraf z całej homilii i już mamy tradycyjnie myślącego papieża, gdy tymczasem wszystko inne mówi nam, że tak nie jest.

– Pokusa przemienienia kamieni w chleb, aby przerwać długi, ciążący i bolesny post (por. Łk 4,1-4), a także przemienienia chleb w kamień, by rzucić nim na grzeszników, słabych i chorych (por. J 8,7), to znaczy, aby przekształcić go „w ciężary nie do uniesienia” (Łk 11,46).

Zapewne zwolennicy Komunii Św. dla tzw. rozwodników żyjących w nowych związkach posługują się argumentem „ciężarów nie od uniesienia”. Rzeczywiście, właściwe przeżywanie seksualności nie jest łatwe – z łaską Boża jednak można uporządkować i te sprawy. Sakramentu małżeństwa dobrze przeżywany daje odpowiednią łaskę wytrwania razem. Także separacja jest ostatecznie jakimś rozwiązaniem. Wchodzenie jednak w nowy związek i całe budowanie życia wokół grzechu jest już czymś, co jest na przekór Bożej pomocy. Nie można powiedzieć, że wszyscy czy nawet większość rozwodników wchodzących w nowe związki ma ciężary nie do uniesienia. Bóg będzie sądził takich ludzi, nie my. Kościół jednak nigdy nie dopuszcza ich do Komunii Świętej, bo żyją w sytuacji zaprzeczenia Ewangelii.
Ci, którzy potwierdzają nauczanie Kościoła w tym względzie, maja rzucać kamieniami, nawet duchowymi – skąd tak silne porównanie do fizycznej przemocy, gdy dotyczy to mówienia prawdy? Czy Jezus, mówiąc prawdę w ostrych słowach do ludzi, do faryzeuszów, do św. Piotra – konkretnie opowiadając się za prawdą – rzucał kamieniami?
Czy ktokolwiek chce rzucać kamieniami w rozwodników, tak fizycznie? Czy haniebnie ustawiamy przeciwnika do bicia, wyciągając wyszukane frazy, by ich fałszywie pohańbić? Rozwodnikom należy współczuć i modlić się za nich – a tym bardziej głosić z powagą nauczanie Kościoła, z miłości do ich zbawienia.
Znów wszystko to ogólnikowe frazy bez konkretów. Nie ma jasności co do prawd wiary, tylko jest opowiadanie na około i niechęć prostego powiedzenia swojego stanowiska w tych sprawach.
Cały czas jest próba wyśrodkowania, zajęcia dyplomatycznej pozycji „między”, zamiast prostego opowiedzenia się za nauczaniem Chrystusa.

– Pokusa, aby zejść z krzyża, aby zadowolić ludzi, a nie trwać na nim, żeby wypełnić wolę Ojca; pochylenia się przed duchem tego świata, zamiast go oczyścić i nagiąć do Ducha Bożego.

Kolejny akapit łagodzący sumienia naiwnych. I wprost zawarta w nim nieprawda – czy ducha tego świata można oczyścić i nagiąć do Ducha Bożego? Bardzo wątpliwe. Byłoby to pójściem na kompromis. Budowaniem na pisaku. Duch Boży daje nowość, od podstaw. Należy zupełnie porzucić ducha świata, by przyjąć Ducha Bożego. Diabła chrzcić nie możemy.

– Pokusa zaniedbywania „depozytu wiary”, gdy uważa się siebie nie za stróżów wiary, ale właścicieli i posiadaczy lub – z drugiej strony – pokusa ignorowania rzeczywistości i używania języka pedanterii i słownictwa wyszlifowanego, by powiedzieć wiele rzeczy i nie mówić nic! Nazywamy go „bizantynizmem”: sądzę, i tak dalej…

Bardzo ładne łacińskie określenie depositum fidei, miód na serce tradycjonalistów. Cóż jednak te piękne słowa nam mówią, gdy Franciszek wprost unika przedstawienia tego depozytu wiary? Jest to nic innego jak mydlenie oczu.
Z jednej strony pokusa zaniedbania depozytu wiary, który jest słuszny i święty, poprzez zbytnie trwanie przy nim? Czy to nam chce powiedzieć Franciszek? Depozyt wiary można wypaczać albo na prawo albo na lewo, ale przy trwaniu po jego stronie nie ma pokusy – jest wierność albo sprzeciw. Ci, co rozważnie strzegą depozytu wiary, nie mogą popaść w błąd, bo zawsze idą drogą prawdy przeciwko herezjom wynikającym z „nadmiaru lub niedomiaru”. A Franciszek zdaje się twierdzić, że ci, którzy wiernie strzegą depozytu wiary, mogą ignorować rzeczywistość. Nic bardziej mylnego! Strzeżenie depozytu wiary jest największym wyczuciem rzeczywistości.
Tekst przemówienia jest tutaj nieco mętny, być może by nie powiedzieć nic mocniejszego o depozycie wiary, czym on jest – w kontekście debat synodalnych – a tylko powołać się na hasło, etykietkę, by uciszyć wątpiących w prawowierność Franciszka i nie wczytujących się w tekst.
Znowu, zamiast opowiedzieć się po dobrej stronie, Franciszek stara się stać pośrodku – stara się zbalansować depozyt groźbą ignorowania rzeczywistości.
Czy depozyt wiary nie posługuje się słownictwem wyszlifowanym? Czy jest w tym coś złego, by używać jasnych wyszlifowanych terminów, które jednak wymagają zrozumienia? Czy prawdy wiary można upraszczać? Czy można językiem chłopskim powiedzieć o różnicy między osobami a naturą w Trójcy Świętej? Czy można depozyt wiary naginać do języka, który będzie płytki i dwuznaczny?
„Bizantynizm”, jeśli dobrze to tu rozumieć – wystawność, zawiłość, ozdobność? Cóż Franciszek ma tu na myśli? Niejasna etykieta, która tylko sugeruje odrzucenie często jednak nieodzownej zawiłości pewnych problemów teologicznych, by uprościć, dając niepełne, skrócone, może i przez to błędne rozwiązania? Czy scholastyka lub dokładne myślenie analityczne jest jest bizantynizmem? Teologia bizantyjska zasługuje na szerszą refleksję, tutaj jednak termin wkomponowuje się jakoś tylko w krytykę obrony prawd wiary.
Krytyka i krytyka, negowanie i zaprzeczanie, pokusy i  mętnie powiedziane, czego unikać – wszystko to jest wciąż obecne u Franciszka – a gdzie pozytywny w konkretach wykład dobrej teologii małżeństwa i potwierdzenia praktyki Kościoła?

Drodzy bracia i siostry, pokusy nie powinny nas przerażać ani też konsternować, a tym bardziej zniechęcać, bo żaden uczeń nie jest większy od swego mistrza; jeśli więc Jezus był kuszony – a nawet wręcz nazwany Belzebubem (por. Mt 12,24) – to Jego uczniowie nie powinni się spodziewać
lepszego traktowania.

Ale Jezus odpowiadał na pokusy konkretem – słowem i decyzją – a Franciszek ani nie powie konkretu, nie potwierdzi prawdy wiary i praktyki Kościoła ani nie podejmie decyzji, które przybliża go do ludzi – będzie dalej otwierał się na dialog, nowość, będzie debatował z pokusą, zamiast wyrazić to, co słuszne.

Osobiście byłbym bardzo zaniepokojony i zasmucony, gdyby nie było tych pokus i tych ożywionych dyskusji; tego poruszenia duchów, jak to nazwał św. Ignacy (EE 6), gdyby wszyscy byli zgodni czy też milczeli w fałszywym, apatycznym pokoju. Widziałem natomiast i słyszałem – z radością i wdzięcznością – przemówienia i wystąpienia pełne wiary, gorliwości duszpasterskiej i doktrynalnej, mądrości, szczerości, męstwa i otwartości. Dostrzegłem, że przed oczyma postawiono dobro Kościoła, rodzin oraz najwyższe prawo – zbawienie dusz (por. kan. 1752). Działo się to zawsze – jak już powiedzieliśmy tutaj, w tej auli – bez podważania fundamentalnej prawdy sakramentu małżeństwa: nierozerwalności, jedności, wierności i prokreacyjności, czyli otwartości na życie (por. kan. 1055, 1056 i Gaudium et spes, 48).

Franciszek byłby zaniepokojony, gdyby kardynałowie i biskupi trwali mocno przy prawdach wiary, bez dyskusji nad ich prawdziwością? Czy wprowadzanie mętnych, błędnych poglądów do debat, tak że cały synod ojców o mały włos na nie przystał, jest czymś, z czego Franciszek jest zadowolony?
Czy św. Ignacy nazwałby poruszeniem duchów wprowadzanie do rozważań na temat małżeństwa poglądów przeciwnych wierze katolickiej?
Na co nam także same słowa Franciszka o nierozerwalności małżeństwa? Czy jest to dla potwierdzenie poglądów kard. Kaspera i kard. Marksa? Przecież i oni powołują się na te słowa – problemem soboru nie była czysta doktryna jako taka (w swoich oklepanych formułkach), ale próba wprowadzenia do Kościoła praktyki pod jej pozorem – praktyki, która jest sprzeczna z doktryną.
Wszystko na soborze było dobre, czy na pewno?

Taki jest Kościół, winnica Pańska, płodna Matka i troskliwa nauczycielka, który nie boi się zakasać rękawów, aby zalać ludzkie rany oliwą i winem (Łk 10,25-37); która nie patrzy na ludzkość ze szklanego zamku, by osądzać czy klasyfikować osoby. Jest to Kościół jeden, święty, katolicki, apostolski i składający się z grzeszników, potrzebujących Bożego miłosierdzia. To jest Kościół, prawdziwa Oblubienica Chrystusa, usiłująca być wierną swemu Oblubieńcowi i Jego nauczaniu. Jest to Kościół, który nie boi się jeść i pić z nierządnicami i celnikami (por. Łk 15). Kościół, który ma drzwi otwarte na oścież, by przyjmować potrzebujących, skruszonych, a nie tylko sprawiedliwych lub tych, którzy myślą, że są doskonali! Kościół nie wstydzi się upadłego brata i nie udaje, że go nie widzi, a wręcz czuje się zaangażowany i niemal zobowiązany, aby go podnieść i zachęcić, by podjął drogę na nowo i towarzyszy mu do ostatecznego spotkania ze swoim Oblubieńcem w niebieskim Jeruzalem.

Piękne słowa o równości ludzi w Kościele, słowa prawdziwe, ale na te właśnie słowa w sposób szczególny powołują się ci, którzy zarzucają Kościołowi, że sztucznie stwarza granicę – na tych, co mogą przystępować do Komunii i na tych, którzy nie mogą – wszyscy bowiem jesteśmy komunią. Nie będziemy klasyfikować ludzi i osądzać osób – niech wszyscy przyjmują Komunię świętą?
Dlaczego Franciszek nie obroni dotychczasowej praktyki Kościoła jako tej, która przepełniona jest miłosierdziem, gdy niektórzy próbują argumentować, że dopiero nowe praktyki (sprzeczne z Ewangelią) mogą wnieść miłosierdzie do Kościoła?
Czym jest szklany zamek – zamek prawd wiary, czy tak? Dotychczasowy Kościół, Kościół Tradycji, był zamknięty w szklanym zamku?
Czy w jakikolwiek dotychczasowym dokumencie Kościoła tzw. rozwodnicy żyjący w nowych związkach oraz homoseksualiści byli klasyfikowania jako inni w Kościele?
Franciszku, poprosimy o konkrety, bo bez tego wpisujesz się w nurt liberalizmu, który przedstawia takie rozważania jak ty, tylko inni nie boi się mówić tego, co naprawdę myślą, a ty mówisz wszystko dookoła, by wprost nie powiedzieć.

Taki jest Kościół, nasza Matka! A kiedy Kościół, w różnych swoich charyzmatach wyraża się w komunii, nie może się mylić: to jest piękno i moc „sensus fidei”, tego nadprzyrodzonego zmysłu wiary, który jest dany przez Ducha Świętego, abyśmy razem mogli wszyscy wejść w istotę Ewangelii i nauczyć się naśladować Jezusa w naszym życiu. Nie powinno to być postrzegane jako motyw zamętu i trudności.

O wprowadzanie zamętu posądzano kard Marks i kard. Kaspera, postulujących wspominaną już zmianę praktyki Kościoła – czy Franciszek chce powiedzieć, że otwarci heretycy też posiadają sensus fidei?
Ani razu Franciszek się im nie sprzeciwił i nie opowiedział się jasno za nauczaniem Kościoła w tym względzie.

Wielu komentatorów lub wypowiadających się osób myślało, że zobaczą Kościół sprzeczający się, gdzie jedna strona przeciwna jest drugiej, powątpiewając nawet w Ducha Świętego, prawdziwego promotora i gwaranta jedności i harmonii w Kościele. Ten Duch Święty na przestrzeni dziejów zawsze prowadził łódź poprzez swoje sługi, nawet wtedy, gdy morze było bardzo wzburzone, a słudzy niewierni i grzeszni.

Tak, ale to wielokrotnie dzięki odwadze tych sług, którzy nie mieli obaw i skrupułów mówić prawdy zgodnie z Ewangelią. Czy tym razem zdaniem Franciszka Duch Święty będzie na tyle hojny, by przystać na błędy i jasno nie dać im odporu?

Tak jak ośmieliłem się powiedzieć wam na początku, trzeba wszystko to przeżywać ze spokojem, pokojem wewnętrznym, także dlatego, że Synod przebiega z Piotrem i pod kierunkiem Piotra (cum Petro et sub Petro), a obecność papieża jest dla wszystkich gwarancją.

Tak, trzeba ze spokojem – a co jeszcze ważniejsze – także z potulnością i cichością przeżywać te sytuacje, w których nieprawdy niemalże wkraczają do oficjalnych dokumentów.
Cóż nam po papieżu, który nadaje kierunek przyzwalania na błędy i niemalże gwarancję tego, że nikt kto błądzi nie zostanie pouczony?

Powiedzmy teraz trochę o papieżu w relacji do biskupów… Zadaniem papieża jest zapewnienie jedności Kościoła; jest przypominanie pasterzom, że ich pierwszym obowiązkiem jest karmienie owiec, karmienie owczarni, którą powierzył im Pan, i staranie się, by gościnnie, po ojcowsku, miłosiernie, bez fałszywych lęków przyjąć owce zagubione. Pomyliłem się tutaj. Powiedziałem: gościnnie przyjąć, ale trzeba wyjść i szukać ich.

Czy jest możliwa jedność bez prawdy?
Czy owczarnię nie należy karmić prawdą?

Jego zadaniem jest przypominanie wszystkim, że władza w Kościele jest służbą (por. Mk 9,33-35), jak to jasno wyjaśnił papież Benedykt XVI, w słowach, które cytuję: „Zgodnie ze swym powołaniem, Kościół stara się sprawować ten typ władzy, który jest posługą, nie we własnym imieniu, ale w imię Jezusa Chrystusa… poprzez pasterzy Kościoła: to On go prowadzi, chroni, upomina, bo go głęboko kocha. Pan Jezus, Najwyższy Pasterz naszych dusz, chciał jednak, żeby kolegium apostolskie, a dziś biskupi, w jedności z Następcą św. Piotra, i kapłani, ich najcenniejsi współpracownicy, uczestniczyli w tej Jego misji, otaczając opieką lud Boży, będąc wychowawcami w wierze, dając wskazówki, bodźce i wspierając wspólnotę chrześcijańską bądź — jak mówi Sobór — troszcząc się, «by każdy z wiernych został w Duchu Świętym doprowadzony do rozwoju własnego powołania według zasad Ewangelii, do szczerej i czynnej miłości oraz wolności, ku której wyswobodził nas Chrystus» (Presbyterorum ordinis, 6). Każdy pasterz jest zatem narzędziem miłości Chrystusa do ludzi: za pośrednictwem naszego urzędu — drodzy kapłani — i poprzez nas Pan dociera do dusz, poucza je, strzeże i je prowadzi. Św. Augustyn w swoim Komentarzu do Ewangelii św. Jana mówi: «Paść owce Pana ma być dowodem miłości» (123,5); najwyższą normą postępowania sług Bożych jest bezwarunkowa miłość, taka jak miłość Dobrego Pasterza, pełna radości, otwarta na wszystkich, wrażliwa na bliskich i troszcząca się o tych, którzy są daleko (por. św. Augustyn, Mowa 340,1; Mowa 46,15), z delikatnością podchodząca do najsłabszych, małych, prostych, grzeszników, by wyrazić nieskończone Boże miłosierdzie pocieszającymi słowami nadziei (por. św. Augustyn, List 95,1)”.

Chrystusa upomina Kościół przez pasterzy, bo go głęboko kocha, jak pisze cytowany tutaj papież Benedykt XVI. Franciszek to powtórzy, lekko zmiękczając, szkoda jednak, że w praktyce swojego pontyfikatu tego nie czyni.
Czy Franciszek jest zdolny upomnieć błądzących (grzeszących), jest to wszakże uczynek miłosierdzia co do duszy, i w ten sposób zakończyć zamęt i fałsz, zbierający swoje żniwo w Kościele?
Czy upomnienie braterskie nie jest wyrazem miłości, Franciszku?

Tak więc Kościół należy do Chrystusa – jest Jego Oblubienicą – a wszyscy biskupi w łączności z Następcą Piotra mają zadanie i obowiązek, by strzec go i służyć mu, nie jako władcy, ale jako słudzy. Papież, w tym kontekście, nie jest najwyższym władcą, lecz raczej najwyższym sługą – „servus servorum Dei” [sługą sług Bożych]; gwarantem posłuszeństwa i zgodności Kościoła z wolą Boga, Ewangelią Chrystusa i Tradycją Kościoła, odkładając na bok wszelkie osobiste osądy, choć jest, z woli samego Chrystusa „najwyższym Pasterzem i Nauczycielem wszystkich wiernych” (kan. 749) i cieszy się „najwyższą, pełną, bezpośrednią i powszechną władzą zwyczajną w Kościele” (por. kan. 331-334).

Słowa prawdziwe. Ale czy Franciszek tak bardzo musi podkreślać swoją władzę? Czy jeśli zejdzie na drogę herezji też będzie oczekiwał posłuszeństwa?
(Posłuszeństwo w Kościele nie należy się heretykom, którzy są przez to od razu ekskomunikowani, wyłączeni ze wspólnoty Kościoła.)

Drodzy bracia i siostry, mamy teraz jeszcze rok na dojrzewanie, z prawdziwym rozeznaniem duchowym zaproponowanych idei i znalezienie praktycznych rozwiązań wielu trudności i niezliczonych wyzwań, którym muszą stawić czoła rodziny, by dać odpowiedzi na wiele zniechęceń, które zwodzą i gnębią rodziny.

A więc to, co teraz synod postanowił, nie jest dojrzałe. Jest połową drogi albo nawet jakimś zaczątkiem.
Dopiero teraz nadejdzie „prawdziwe rozeznanie duchowe zaproponowanych idei” – idee synodu muszą d o p i e r o zostać prawdziwie rozeznane?
Odrzucono na synodzie praktyczne rozwiązania sprzeczne z Ewangelią – czy ten tekst należy tak rozumieć, że papież zamierza je jednak wprowadzić? Jakież to mogą być nowe praktyczne rozwiązania?

Mamy rok, by pracować nad „Relacją Synodu”, będącą wiernym i jasnym podsumowaniem tego wszystkiego, co zostało powiedziane i przedstawione w tej auli oraz w mniejszych grupach. Będzie ona zaprezentowana Konferencjom Biskupim jako „Lineamenta”.

Czy naprawdę „Relacja Synodu” zawiera wszystko, co zostało powiedziane, czy jest to tekst po części zmanipulowany, uwzględniający tylko radykalne liberalne pozycje, tak sformatowane byle tylko mieściły się jakoś w nauczaniu Kościoła. Zresztą ledwo wybroniono synod przez powiedzeniem poważnych błędów.

Niech Pan nam towarzyszy, prowadzi nas na tej drodze ku chwale Jego imienia, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny i świętego Józefa! I proszę, nie zapominajcie, aby za mnie się modlić!

Jakby Franciszek mówił:
Niech Pan nas prowadzi na drodze rewolucyjnych zmian w Kościele i ciągłego rozważania możliwości twórczego dostosowania (czyt. przeinaczenia) prawd wiary. Podejmijmy tę drogę do końca, tak by wreszcie przepchnąć w Kościele to, co niektórzy proponują (a co jest przeciwko wierze), a bym ja nie musiał się opowiadać za tym wprost, tylko inspirować od drugiej strony, i dalej mógł mamić naiwnych katolików, myślących ze wszystko jest ok. Amen.

 

 

Jest to analiza krytyczna papieskiego przemówienia zamieszczona na blogu: Czy Franciszek to fałszywy prorok?

Tekst przemówienia za KAI ^^^http://ekai.pl/wydarzenia/watykan/x83066/papiez-do-synodu-kosciol-nie-leka-sie-wielkich-wyzwan-wspolczesnosci/

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Analiza krytyczna papieskiego przemówienia na zakończenie synodu: brak jasności, droga środka przy rozmiękczaniu prawd wiary, zapowiedź zmiany praktyki Kościoła

  1. Wygląda na to, że papież Franciszek tym razem otarł się o herezję, jednak publicznie nie wygłosił żadnego odstępczego poglądu. W czasie synodu ewidentnie objawili się kardynałowie i biskupi głoszący heretyckie poglądy. Prowadzą oni diecezje i są zagrożeniem dla wiary swoich owiec. Biorąc pod uwagę ich jawnie heretyckie wypowiedzi i broniąc owce przed przebranymi wilkami należy tych ludzi natychmiast usunąć z pełnionych funkcji, upomnieć, a w wypadku trwania w błędzie pozbyć się ich z Kościoła.
    Taka jest rola papieża. Tymczasem obiektem ataków Franciszka stali się wierni tradycji ojcowie kościoła.
    Dziwna sprawa i bardzo wiele mówiąca o preferencjach papieża Franciszka oraz dalszym rozwoju wypadków. Wygląda na to, że wcześniej czy później herezja zostanie ogłoszona na najwyższym szczeblu w Kościele.

    Lubię to

  2. Gdyby popiez Fanciszek miał faktycznie Ducha Bożego, to nie popieralby homoseksualistów, które według Biblii sa obrzydliwością w Oczach Boga, i gdzie Sam Pan Jezus Bog-Czlowiek wyraźnie mówi, ze nie wejdą do Królestwa Bożego. Nade wszystko, „papież” Franciszek nie kwestionowalby VI Bożego Przykazania : ” Nie cudzoloz!”, gdyz Dekalogu nie ustanowili hierarchowie Kosciola, ale Sam Pan Bóg, wiec rozkaz to nie jest gazeta do czytania, ale do wykonania : „Yes Sir, no comment’s!” Rozwodnicy żyjący samotnie mogą przystepowac do Komunii Św. ale nie żyjący w grzechu śmiertelnym cudzolostwa, gdzie przeciez bez Spowiedzi Sw. szli by bezpośrednio do Komunii Sw., co byloby totalna profancja. Jak zatem ten pseudo papież moze być z woli Bożej, jest wyłącznie z dopustu Bożego, jako zapowiedz ewidentna konca świata i Chwala Panu, gdyz totalna degrengolada dobiega konca. Mądremu dość!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s