Obraz Franciszka płacze krwawymi łzami w Paragwaju

krwawe.łzy.jpg

Hipoteza numer 1 – ktoś bardzo głupio się bawi, oszukuje w świadectwach, bo sam rozlał czerwoną farbę. Hipoteza numer 2 – Franciszek jest święty tak jak Matka Boża, płacze na przykład nad grzechem nieczystości i cudzołóstwa i lekceważeniem sakramentów przez osoby żyjące w wolnych związkach, w tzw. nieregularnej sytuacji (tak zwanej, bo lepszego określenia nie ma), czyli „prawdziwych małżeństwach”. Hipoteza numer 3 – jak ktoś to skomentował gdzieś indziej: szatan to małpa Boga. W duchu „fałszywi prorocy będą czynić cuda”. Pseudo-cuda i nadzwyczajności będą towarzyszyć fałszywym prorokom.

I pytanie: Ile obrazów świętych za życia płakało krwawymi łzami? Jeśli, drodzy czytelnicy, nie macie macie przekonania, że Franciszek to święty człowiek – bo do jego działań zgłaszacie wątpliwości – to o czym świadczą takie znaki jak ten?

Obraz należy do 55-letniej Angélica Martínez, i jest umieszczony w jej domowej kapliczce w mieście Limpio w Paragwaju. Ona i jej znajome Doña Justina Soto i Yanina Giménez świadczą o prawdziwości „cudu”.

krwawe.łzy.2

 

(źródło: ^^^http://www.cronica.com.py/2016/07/02/conmocion-imagen-del-papa-llora-sangre/)

Reklamy

145 uwag do wpisu “Obraz Franciszka płacze krwawymi łzami w Paragwaju

  1. Hipoteza 1 lub 3.
    Fałszywe cuda dla naiwnych, bo coraz więcej ludzi zaczyna podejrzewać, że z „papieżem” coś nie teges. Żeby ich z powrotem zagonić do wiary, że to przecież „święty człowiek” i przykryć jego działania i kontrowersyjne wypowiedzi.
    Pewnie to efekty specjalne przed ŚDM. Żeby naiwną wiarę jakoś podkręcić. Może w Polsce też jakiś cud się zdarzy??

    Polubienie

  2. Fragment z Księgi Prawdy
    „Wkrótce zobaczycie wielkie czyny, które będą uważane za wielkie dzieła w ramach przygotowań na Moje Powtórne Przyjście. Wiele starannie wyreżyserowanych cudownych uzdrowień zostanie przedstawionych światu przez tych wrogów Boga, którzy powiedzą, że są ode Mnie. Wielu będzie tak zaskoczonych, że ulegną temu nikczemnemu podstępowi. Tak wiele cudów, wielkich dzieł – wszystkie zostaną uznane za dzieła uczynione ręką Boga – przekona nawet sceptyków, że nastąpiły boskie cuda. Ci fałszywi przedstawiciele, którzy powiedzą, że prowadzą Moich ludzi, zostaną obsypani wielkimi pochwałami. Wkrótce świat otwarcie oświadczy, że ci oszuści są żyjącymi świętymi, a niedługo potem przedstawią antychrysta”.

    Polubienie

  3. Ale Administrator jest złośliwy. Sam napisał: „cudu”, od razu sugerując co człowiek ma myśleć i nie można pochwalić się błyskotliwością. Żeby choć było: „cudu” albo „cudu” A tu nic. Idę poślochać w konciku.

    Polubienie

  4. Nawet jeśli to krew grupy AB jak na Calunie Turyńskim, to i tak nie uwierzę…szatan ma swoje sposoby materializowania rzeczy oczekiwnych…
    A przy okazji: wyladowano dywizję pancerną wojsk amerykańskich w rumuńskiej Konstancy – 300 abramsow i ok 4000 żołnierzy. Cel: Suczawa w okolicy rusofilnego Naddniestrza.
    Znów wypełniają się wizje i przekazy nie weryfikowane przez KK…
    Wojna wg MBM ma być sprowokowana przez mocarstwa Zachodu. Obok rozwijającej się paniki na rynku bankowym Grecji i Italii zesrodkowywanie wojsk w pobliżu granic z Rosją, może być odebrane jako prowokacja.
    Robi się gorąco, ale wg moich intuicji ciągle to za wcześnie…

    Polubienie

  5. Może to reklama kawy nestle, której puste opakowanie stoi trochę na lewo od zdjęcia papieża.Na prawo od słoika po kawie też jakaś dziwna figura, chyba nagich ludzi.
    Warto zwrócić też uwagę na dziwną piramidę na ołtarzyku, odtwarzacz płyt cd i 2 butelki wody, które zapewne stoją tam w celu nabrania mocy od cudownego wizerunku.
    A te kudłate figury w głębi ? Co to ma być ?
    Wygląda to wszystko na jakieś sekciarstwo albo chorobę umysłową właścicielki.

    Polubienie

    • mf jesteś niemożliwy😃😃😃 ale niestety tak to wygląda mateczka Kozłowska i te sprawy a poza tym figura chyba Marki Bożej jak się dobrze przyjrzeć też chyba opieka tą samą cieczą

      Polubienie

    • @Mf
      Co do „ołtarzyka” z kudłatymi figurami opatulonymi w ubranka, odtwarzaczem CD, piramidą, wazonem na kwiatki po pojemniku na kawę – mnie się wydaje, że to jest taka kolorystyka Ameryki Łacińskiej – „mydło i powidło”.
      Trochę śmieszne (albo dziwne), że obraz Pana Jezusa Miłosiernego jest z boku, zamiast w centrum.

      Co do krwawych łez.
      Dla mnie jest to „cud” (może nawet od „przyjemnych” stworów z zaświatów), a nie cud Boży.
      Jak to się mówi, „prędzej mi tu kaktus wyrośnie”, niż będzie to prawdziwy cud dany od Boga.

      Ciekawostka.
      Po lewo za piramidą jest obrazek z wizerunkiem św. Ekspedyta (który nogą zgniata kruka, czyli diabła) – patrona do spraw trudnych. U mnie w mieście (blisko kościoła) jest jego figura. Mam informacje z pierwszej ręki, że zdarzają się cuda za wstawiennictwem tego świętego w sprawach beznadziejnych (po ludzku patrząc), więc może warto zainteresować się tym świętym. Mam do tego świętego szczególną atencję 🙂
      Św. Ekspedyt – Modlitwa w nagłej potrzebie:
      http://expedyt.blogspot.com/2013/07/modlitwa-w-nagej-potrzebie.html

      @Lolo
      Co do mojej wcześniejszej wypowiedzi.
      Nie chodziło mi o usprawiedliwianie się, tylko o pokazanie metody.

      Polubienie

    • I
      1) Popularność w mediach
      2) Brak sprzeciwu ze strony duchownych
      3) „Płaczący” obraz

      II
      1) Honorowe członkostwo w Rotary Club jako kardynał
      2) Proceduralne problemy wyboru (złamane pieczęcie na drzwiach do niektórych pomieszczeń, nadliczbowe głosowanie/a)
      3) Nieprecyzyjność sformułowań w Adhortacji AL umożliwiające dowolną interpretację
      4) Akceptacja Komunii Świętej dla osób ze związków niesakramentalnych w np. Niemczech w Kościele Katolickim
      5) Akceptacja homoseksualizmu w Niemczech w Kościele Katolickim
      6) Biskupi niemieccy bliskimi współpracownikami „Franciszka”

      Polubienie

      • „Czy gdyby te rzeczy które mówi „Franciszek” mówił szeregowy ksiądz albo świecki czy duchowni by milczeli?”

        Taki ksiądz zostałby odpowiednio upomniany przez biskupa miejsca (pod warunkiem, że zdarzyłaby się taka sytuacja za pontyfikatu dowolnego wcześniejszego papieża oraz, że biskup nie byłby masonem, no chyba, że ukarałby księdza dla niepoznaki).

        Polubienie

  6. Łzy łzami, ale dlaczego on się śmieje i płacze? Może to łzy szczęścia…
    Nie widziałem nigdy cudów płaczących obrazów bądź figur, które by sie śmiały. A ty Bernard?

    Polubienie

  7. Proszę co za kicz, nie dajcie sie omamić zero naturalności w kształcie tych łez…..zreszta było podawane w orędziach MB, ze bedą wielkie znaki zeby omamić resztę wiec należy sie przygotować na lepsze ściemy……

    Polubienie

  8. A dlaczego u tej pani na tym oltarzyku Franciszek jest w samym centrum? Matka Boza po bokach, a Jezus takze z drugiego boku… Jest to oltarzyk balwochwalczy, bo Franciszek NIGDY nie powinien byc w centrum i na glownym miejscu… Nie do zyjacego zreszta Franciszka sie modlimy… Robienie z Franciszka swietego za zycia jest jakims zboczeniem duchowym… Ta sprawa jest bardzo nieczysta… Franciszek nie moze plakac krwawymi lzami, bo jeszcze nawet nie umarl !!! Jest to albo jakies oszustwo, albo diabel daje sie poznac w ten sposob, bo ta sytacja jest niezgodna z innymi takimi faktami w 2000-letniej historii kosciola… Oltarz ten napewno jest balwochwalczy w swojej istocie…

    A pamietacie jak niby to miala krew sw. Januarego wrzec kiedy Franciszek byl w Niceii. Bernard Teolog tez tu ma artykul na ten temat. Krotko mowiac, jezeli jest to manifestacja szatanska (bo na 100% nie z nieba – Franciszek bowiem nadal ZYJE !!!! ), to nalezy sie tylko przerazac faktem do jakiego stopnia nalezy on do kregu ciemnosci, skoro takie CYRKI diabel wydziwia ze swoim falszywym prorokiem…

    Jezeli nie jest to oszustwo wlascicielki tego oltarzyka, to szatan daje nam poznac najgorsza z mozliwosci… DRZYJ WIEC KOSCIELE JEZUSA, BO NIE WIESZ KTO TOBA WLADA…

    Polubienie

    • fragment z Księgi Prawdy na temat fałszywego proroka
      „Jeden znak, na który należy zwrócić uwagę, to będzie jego pycha i arogancja ukryta za fałszywą, zewnętrzną pokorą. Tak oszuka Moje dzieci, że będą myślały, iż jest on wyjątkową i czystą duszą.
      Będzie traktowany jak żyjący Święty. Nie będą kwestionować ani jednego słowa z jego ust. Będzie się wydawało, że posiada nadprzyrodzone dary i ludzie natychmiast uwierzą, że potrafi dokonywać cudów.Każdy, kto mu się sprzeciwi będzie krytykowany i uważany za heretyka.

      Polubienie

    • @Pinia
      Ba, interesujące jest to, że ten „cud” wydarzył się w Paragwaju. Religijność ludzi Ameryki Południowej jest taka bardziej magiczna. To chyba najbardziej manifestuje się w Meksyku (choć to już Północ). Odbieram to tak, jakby na wierzenia pierwotne została nałożona nakładka chrześcijańska ale rdzeń mocno tkwi w wierzeniach Indian.

      Polubienie

  9. Faktycznie początkowo nie zwróciłam na to uwagi! Skupiłam swoją uwagę tylko na obrazie fałszywego proroka. Jego obraz w samym centrum, a obraz Pana Jezusa, zupełnie z boku, jak gdyby na przystawkę i jeszcze najmniejszego formatu.

    Polubienie

  10. Może nie do końca na temat, ale zadziwił mnie niedawny atak na Katoliczkę za próbę wykazania fałszywości MBM. Nie chcę wdawać się w polemikę, ale przypomnę, że w sprawie prawdziwości lub nie objawień decydujące zdanie zależy do miejscowego biskupa. Otóż ocena Arcybiskupa Dublina jest NEGATYWNA, i wprost zabrania on rozpowszechniania tych orędzi, jako niezgodnych z teologią:

    „STATEMENT OF ARCHDIOCESE OF DUBLIN ON THE ALLEGED VISIONARY “MARIA DIVINE MERCY”

    Requests for clarification have been coming to the Archdiocese of Dublin concerning the authenticity of alleged visions and messages received by a person who calls herself “Maria Divine Mercy” and who may live in the Archdiocese of Dublin.

    Archbishop Diarmuid Martin wishes to state that these messages and alleged visions have no ecclesiastical approval and many of the texts are in contradiction with Catholic theology.

    These messages should not be promoted or made use of within Catholic Church associations.”

    źródło: http://www.dublindiocese.ie/statement-on-maria-divine-mercy/

    Polubienie

    • @nieziemski blog… nie mam teraz czasu, ale akurat ten arcybiskup ma tyle tekstow opisujacych jego poparcie dla homoseksualistow, ze samo tylko to powinno go zdyskredytowac z pozycji w kosciele jaka on zajmuje. TO JEST NAJCZYSTSZY SKANDAL.! Masz te artykuly po angielsku, wiec zapraszam do czytania…

      Taki arcybiskup NIE MA ZADNEGO ROZEZNANIA CO DO DUCHA PROROCKIEGO, bo sam reprezentuje nieczyste poglady duchow antychrystusowych! A moze i sam jest homo lub masonem… Napewno w moich oczach jego opinia o MDM jest warta tyle, co papier toaletowy zuzyty jeszcze wczoraj…

      Polubienie

  11. A mnie zadziwia inny fakt dotyczący tego biskupa.

    Czy to co delikatnie sugeruje w odniesieniu do osób tej samej płci jest zgodne z nauką KK?
    Admin jest teologiem jeśli się nie mylę, więc w tej kwestii może się wypowiedzieć.

    Irlandzki hierarcha kwestionuje stanowisko Kościoła w kwestii związków homoseksualnych!

    Kolejny zachodni hierarcha odpada w swoim nauczaniu od jedności z Kościołem. Arcybiskup Dublina Diarmuid Martin zasugerował, by uznać prawnie związki partnerski osób tej samej płci.

    W ten sposób hierarcha włączył się w debatę nad „małżeństwami homoseksualnymi”. Jego zdaniem zamiast dyskutować na ich temat można by wprowadzić do systemu prawnego homozwiązków, co miałoby być lepszym rozwiązaniem niż małżeństwa gejowskie. – Sądzę, że są lepsze sposoby zagwarantowania gejom i lesbijkom prawnej ochrony ich uprawnień, niż małżeństwo. To może być rejestracja cywilna – podkreślił arcybiskup. – Mogą istnieć inne sposoby, na których geje celebrują swój związek, swoją miłość do siebie, ale to nie jest małżeństwo – podkreślił arcybiskup

    https://dzieckonmp.wordpress.com/2014/04/17/arcybiskup-dublina-diarmuid-martin-chce-aby-uznano-zwiazki-tej-samej-plci/

    „Przypomnijmy tylko jeden z przykładów: tuż przed referendum arcybiskup Dublina – Diarmuid Martin – oświadczył, że będzie głosował przeciwko wprowadzeniu „homo-małżeństw”. Nie wezwał jednak wiernych do tego samego, pozostawiając im „wolny wybór”. Po ogłoszeniu wyników głosowania powiedział natomiast, że „nie można sprzeciwiać się faktom”, a Kościół w Irlandii najwyraźniej potrzebuje pewnego „odświeżenia w kontaktach z dzisiejszą rzeczywistością”. Hierarcha dodał, że wynik referendum nie jest jedynie efektem kampanii medialnej, ale elementem „głębszego fenomenu”. Uznał, iż irlandzki Kościół musi przemyśleć strategię ewangelizacji młodzieży – 90 proc. uczniów szkół katolickich głosowało bowiem w referendum za „homo-małżeństwami”. Stanowisko takie – sprowadzające się do unikania za wszelką cenę konfliktów i polemik – odzwierciedla postawy większości duchownych z tego kraju

    http://www.pch24.pl/odpowiedzialnosc-za-apostazje-irlandii,36080,i.html#ixzz4DhwGFZfS

    ” Po ogłoszeniu wyników głosowania powiedział natomiast, że „nie można sprzeciwiać się faktom”, a Kościół w Irlandii najwyraźniej potrzebuje pewnego „odświeżenia w kontaktach z dzisiejszą rzeczywistością”.

    Pozostawiam to bez komentarza

    Polubienie

    • No to wygląda na to, że należałby do grupy takich samych „ortodoksów” jak kard Marx(ks)…

      Ps
      Wygląda na to, że znowu zaczynam mieć kłopoty z siecią. Ha, już miałem jak pisałem na innym portalu i atak trolli. Ktoś nie lubi mojego pisania. Ale i to przetrwam. To informacja dla moich „wielbicieli” oczywiście pod warunkiem, że się nie jestem przewrażliwiony i mam rację. Szanowni „wielbiciele”: „nie ważne co mówią byle by mówili”. Ha, ha, ha…

      Polubienie

  12. Orędzia MBM są jedynymi, które mówią prawdę o F. Inne są bardzo niejasne, albo go bronią, albo nic nie mówią. I dlatego są dla mnie mało wiarygodne i niewarte uwagi. Fundamentalne zmiany w nauczaniu Kościoła jakie wprowadza F. z kumplami nie są posłuszeństwem prawu Bożemu, jakie znamy od 2000 lat. Pan Bóg nie zmienił zdania. Albo Kościół mylił się przez 2000 lat, albo myli się teraz. Nie ma innej opcji. 2+2 to nie jest 5. Sorry.
    Zresztą nawet jeżeli odrzucimy wszelkie orędzia nieuznane przez Kościół a skupimy się tylko na Piśmie św., Tradycji i obowiązującym jeszcze katechiźmie, to NIE MOŻEMY nie zauważyć, że z F. nie jest wszystko w porządku. Jawnie przeciwstawia się dotychczasowemu nauczaniu Kościoła, którego powinien bronić. I nie potrzeba do tego żadnych uczonych teologów, którzy podzielą włos na czworo, będą tłumaczyć i uczenie dowodzić, że nic się nie stało. Stało się. Jawne zgorszenie i zmiana nauczania Kościoła.

    Polubienie

    • @JL
      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Dlatego we wcześniejszej swojej wyliczance nawet nie uwzględniłem orędzi czy przepowiedni (jak zwał tak zwał), jak i nie odwołałem się interpretacji miłosierdzia w wykonaniu Bergoglio – bo lawiruje – ani do jego postawy wobec muzułmanów – bo można podciągnąć pod miłość bliźniego – tylko do faktów bezdyskusyjnych.
      Wygląda na to, że w całej tej sytuacji z Bergoglio nie ma co liczyć na duchowieństwo (osoby konsekrowane też), nawet jak się tam zdarzy jakiś rodzynek. Oni po prostu – jak to się mówi niepoetycznie – „rżną głupa”, że niby nie wiedzą, że nie słyszeli, a gdzie to było, że nie mieli czasu, że internet to ściek, niesprawdzone informacje itd. Normalnie to o wszystkim wiedzą, gender, „GW” kogo z czym zmieszała, kto którego księdza nazwał oszołomem a tu nagle tabula rasa. Nikt z nich nie czyta, nie słucha, nie „siedzi” w internecie. Zaczyna mnie to śmieszyć.

      Polubienie

  13. Małe sprostowanie.To nie są Orędzia MBM – ona jest tylko narzędziem w ręku Boga – „przekażnikiem”, siódmym posłańcem czy prorokiem czasów ostatecznych. Ona ma za zadanie tylko przekazać to co jest jej objawiane z Nieba. Przecież część przepowiedni z tych Orędzi już się wypełniła, część się wypełnia na naszych oczach reszta zaś pokrywa się z tym co jest zapisane w Księdze Apokalipsy , co zostało podyktowane przez Pana Jezusa Marii Valtorcie, czy też przekazane porzez Don Ottawia Michelliniego w „Orędziach Pana Jezusa do kapłanów” , co zapisała w swoim Dzienniczku św. Faustyna. Dużo tych ostrzeżeń ale i czasy tego wymagają. Bóg zawsze przed ważnymi wydarzeniami posyłał proroków aby ostrzec ludzkość. Tym bardziej przed Powtórnym Przyjściem.

    Polubienie

  14. Ale mi się tak pomyślało… Drogi (oj jak drogi, kto te całe ŚDM będzie spłacał – sprzedamy parę obiektów sakralnych czy parafialnych?) Bergoglio przemieszcza się wśród rozentuzjazmowanych tłumów a tu „rzut pomidorem (albo zgniłym jajem) do celu”. Ale mnie tam nie będzie a obecni tam sami entuzjaści pewnie by takiego „świętokradcę” to by osikowym kołkiem do ziemi, a poza tym jakby kto się tam chciał „zamachnąć” ketchupem albo jajecznicą to jeszcze pewnie zaraz z dziesięć różnych służb by takiego delikwenta osaczyło, o ile wcześniej by nie odstrzeliło. I można by się pnięknie wpisać w walkę z terrorem…

    Polubienie

    • W czasie ingresu kard. Dziwisza na biskupstwo krakowskie, mimo entuzjazmu tłumów, były znaki sprzeciwu ” z nieba”. Z kościoła Mariackiego leciały flagi w dół i były niezamierzone „efekty specjalne” nieuczynione ręką ludzką.
      Teraz też tak będzie.
      A jak było w dzień abdykacji papieża Benedykta (słynne zdjęcie z piorunem uderzającym w kopułę bazyliki św Piotra?? I wszystko jasne. Jeżeli ludzie nic nie uczynią, kamienie wołać będą.
      Ja zresztą liczę na kibiców i narodowców od Kowalskiego.

      Polubienie

      • @JL
        Ja idę swoją drogą. Czy będą znaki czy nie – „to nie moja broszka”. Siły też nie zamierzam używać. Moje zmartwienie to nie zawahać się gdy trzeba dać świadectwo prawdzie. A co inni będą robić to nie ja będę sędzią.
        Te swoje uwagi na temat tych pomidorów i jaj to napisałem sobie o tak. Ale nawet jakbym był to bym tego nie zrobił. Prędzej zawołał „heretyk”. Ale ja tam nie pójdę bo po co? To co myślę to sobie napiszę i w tym środowisku, w którym jestem, mówię. Jak będę miał możliwość powiedzieć wprost to zrobię a na razie takiej możliwości nie mam ani o to nie zabiegam. O czym zresztą będę gadał z heretykiem? Przecież on dobrze wie co robi. Ale z tymi kamieniami to masz rację.

        Polubienie

  15. Co do proroctw o wojnie. Nie trzeba być prorokiem by zorientować się, że sytuacja powoli wymyka się spod kontroli albo jest kontrolowana w kierunku wojny. Jedna z internautek pod artykułem o Wietnamczyku opiekującym się dziećmi niechcianymi i grzebiącym abortowane dzieci na portalu „dzieckonmp” umieściła informację o „Deutsche Bank”. Otóż z tej analizy wynika stan banku na krawędzi finansowej katastrofy. I teraz uświadommy sobie, że w Niemczech jest ileś milionów nie chcących pracować, przebywających na zasiłkach, z pretensjami do wygodnego życia, „uchodźców”. Co będzie gdy system finansowy Niemiec się zawali? Tym bardziej, że „uchodźcy” nie mają oporów wewnętrznych by użyć maczety/kałacha w celu poprawy sobie życia kiedy zabraknie środków płatniczych na wypłatę zasiłków a w dodatku pojawi się niedobór produktów żywnościowych i przemysłowych z powodu kryzysu większego niż w przypadku Lehman’a.

    Polubienie

    • Redaktorka Gazety koszernej (GW) Katarzyna Wiśniewska napisała w tejże gazecie.

      „Episkopat powinien się obawiać nie tylko pustek na polskich ulicach podczas przejazdu papieża, ale wręcz nienawistnych gestów wobec niego. Jeśli do tak jawnego afrontu dojdzie w „ojczyźnie Jana Pawła II”, polski Kościół długo nie podniesie się po takiej wizerunkowej klęsce”

      Wtedy polski Kościół katolicki zachowa twarz (w moim odczuciu)…

      PS
      Najwyraźniej nasze rozważania (i innych) o papieżu Franciszku zostało zauważone przez wrogów Kościoła świętego. Biedacy (bo będący bardzo daleko od Boga) „martwią się” faryzejsko, jak papież zostanie przyjęty w Polsce, wywierając przy okazji (jak zwykle, gdy leży to w ich interesie) presję na Episkopat. Typowe działanie wrogów Pana Jezusa – Boga…

      Pani Katarzyno Wiśniewska (wraz z kolegami z GW), życzę Pani, żeby się Pani nawróciła, gdyż w innym przypadku marny będzie Pani koniec. Pani „ostrzega” Episkopat, więc ja pozwoliłem sobie ostrzec Panią (dla Pani dobra). Czas ucieka, piekło czeka, wybór należy do Pani…

      Polubienie

      • Drogi @Korneliuszu, do tej pory Franciszek plul na zimne w kazdym jednym kraju gdzie byl z wizyta. On wszystko olewa i idzie jak czolg. To on ochrzanil tych biednych biskupow w Meksyku (obecnie go nie znosza) i nigdy nie waha sie uderzyc w KK i jego przedstawicieli. Zobaczycie, ze objedzie on kosciol w Polsce za jego konserwatywizm i poboznosc oraz nakaze nam przyjmowac emigrantow, a w szczegolnosci muzulmanow. Niech nikt nie boi sie o reakcje Polakow na niego (mnie tam nie bedzie ha, ha, haaa), to niech Polska Katolicka obawia sie jakie numery Franciszek nam wywinie… w naszej ojczyznie i na naszej swietej ziemi… BRRRRRR…

        Polubienie

      • @Korneliusz
        No jak sobie przeczytałem tak parę razy to: „w ojczyźnie Jana Pawła II”, to pomyślałem sobie, że gdzie jak gdzie ale w tej „ojczyźnie Jana Pawła II” powinni Bergoglio na taczkach wwieźć do samolotu z powrotem, doczepić jakąś rakietę dla przyspieszenia i ciupasem wysłać do Domu św. Marty. A właściwie to najlepiej skierować od razu na lotnisko Tempelhof zanim przekroczy polską granicę powietrzną. No chyba, że przybyłby tramwajem w ramach solidaryzowania się z ubogimi… A swoją drogą obok miłosierdzia bez warunków, walka z ubóstwem materialnym jest sztandarowym hasłem no i tyle forsy w ŚDM, w kraju na dorobku… Ciekawe kto będzie spłacał te pożyczki bankowe? No bo chyba jakieś pożyczki wzięli na ŚDM? Podobno są/były jakieś braki w kasie, ale pewnie jestem uprzedzony…
        Ciekawe, jak zapowiedział kard. Nycz, „nasz drogi papież F.” będzie „mówił o uchodźcach”. No, popatrz, ja się zastanawiam kto kogo reprezentuje: Bergoglio rząd niemiecki czy rząd niemiecki Bergoglio? No bo doktryna bergogliańska coraz bardziej przypomina nauki Lutra.

        Polubienie

      • Ps
        Jak sobie napisałem o tych pożyczkach bankowych… W Ameryce Łacińskiej jest przysłowie: „pożyczasz 100 mln, oddajesz 200 mln i jesteś winien 300 mln”. Jak duchowni wzięli pożyczki w banku na ŚDM (oczywiście jeśli coś takiego miało miejsce) to jak nastąpi kryzys – a wiele oznak pokazuje że nastąpi – to co pozostanie z majątku kościelnego? A jak te ŚDM były robione w tym celu? Znaczy się likwidacja KK w Polsce i od strony doktrynalnej – herezja – i od strony materialnej – spłacanie długów. Jaki piękny biznes-plan… W innym brzmieniu nazywa się to geszeft.

        Polubienie

      • Szanowna Pina Colada – dzięki za odzew 🙂

        Papież Franciszek cały czas mąci, więc jeśli ochrzani polskich Biskupów i z tego powodu uda mu się w jakimś stopniu podzielić polskich katolików, to będzie po jego myśli. Przyznam jednak, że wg mnie do tak otwartego uderzenia nie dojdzie ze względów taktycznych, czyli lepiej żeby Polacy dalej myśleli, że papież jest święty, a przynajmniej dobry i nie zdawali sobie sprawy, co się tak naprawdę dzieje…

        Co do tekstu: „idzie jak czołg”.
        Przypomniał mi się jeden włoski zakonnik, który właśnie „idzie jak czołg”, niszczy różne rzeczy po drodze nie zauważając swojego zniszczenia. Przy okazji, dużo się modli i z boku patrząc, wydaje się, że to kapłan z powołania (może i tak jest, tego nie neguję).

        Polubienie

      • @Lolo

        „…no i tyle forsy w ŚDM, w kraju na dorobku… Ciekawe kto będzie spłacał te pożyczki bankowe? No bo chyba jakieś pożyczki wzięli na ŚDM? Podobno są/były jakieś braki w kasie, ale pewnie jestem uprzedzony…”

        Wydaje mi się, że Kościół w Polsce da sobie radę z tym problemem.

        Przykładowo, pielgrzymi muszą opłacić całkiem drogie pakiety:

        http://www.krakow2016.com/pakiet-pielgrzyma

        Poza tym, w razie czego, po zakończeniu pielgrzymki, hierarchia zawsze może zwrócić się do wiernych o pomoc finansową, jak również może poprosić rząd o wsparcie.

        A tu ciekawa uwaga.
        Internauta „Piotr nie opoka” na ekai.pl napisał:
        „Skoro pielgrzym płaci za nocleg a tutaj (w Krakowie) poszukuje sie noclegów za darmo i najlepiej z zarciem to chyba jest cos nie tak, kasa wedruje do Dziwisza ? czy do kogo tam jeszcze.”

        „W Ameryce Łacińskiej jest przysłowie: „pożyczasz 100 mln, oddajesz 200 mln i jesteś winien 300 mln”.”
        Genialne w swojej brutalnej prawdzie jest to przysłowie.
        Właśnie tak w koloniach jesteśmy „dojeni”…
        Jak mawia Grzegorz Braun o Polsce:
        „To kondominium (kolonia) niemiecko-rosyjskie pod żydowskim zarządem powierniczym.”

        Polubienie

      • @Lolo – masz rację, najlepiej, gdyby F1 (podoba mi się taki światowy nick papieża) w ogóle do Polski nie przyleciał…

        Polubienie

  16. OHYDA POSUWA SIE DALEJ W ZASTRASZAJACYM TEMPIE: –

    1. KOMUNIA SWIETA DLA WSZYSTKICH – LACZNIE Z PROTETESTANATMI : http://chiesa.espresso.repubblica.it/articolo/1351332?eng=y

    2. BERGOGLIO wyznacza kardynala Cupicha z Chicago (ktorego zreszta sam mianowal na to stanowisko!!!) do komisji, ktora ma decydowac o kandydatach na przyszlych biskupow!!! Najlepsze jest to, ze kard. Cupich nalezy do grupy kardynalow, ktorzy wierza we wlasne interpretacje Ewangelii w duchu kard. Marxa i Kaspera. Kard. Cupich w Chicago rozdaje regularnie Komunie Swieta GEJOM w Chicago uwazajac, ze oni nie grzesza, bo po prostu takimi sie urodzili i kochaja inaczej…
    eponymousflower.blogspot.com/2016/07/will-progressive-outsider-be.html

    @Bernard teolog zajmij sie tym blizej, bo jeszcze pare dni nie bede miec czasu na to, aby regularnie demaskowac bezkarne niszczenie kosciola Chrystusowego przez tego masona w bieli…

    Polubienie

  17. No tak… Można mi (i nie tylko mi) pewnie postawić zarzut, że rozwalam KK. Lecz…
    Jeśli jednak tylko wyciągam wnioski jakie płyną z czynów innych (Bergoglio, episkopat Niemiec i in.) nie czyniąc nic sam od siebie to kto i co rozwala na prawdę? Tak sobie myślę – bo dowodów nie ma – że duchowieństwo dostało rozkaz (albo sugestię) by nic złego o „Franciszku”. Ale jeśli coś takiego na prawdę polecono – przypomnę to tylko mój domysł – to czy samo to nie byłoby już dowodem na problemy z „papieżem”? Ciekawe jak oni to godzą w sumieniu? Jeśli mają świadomość jego słów i czynów? A myślę, że mają. A jeżeli nie interesują się to jeszcze gorzej… Zatem bronią wyższego dobra jakim jest jedność Kościoła? Ale co jest źródłem tej jedności? Przecież nie oni a Duch Święty i wierność nauce Jezusa Chrystusa. Zatem jeśli ja np. popierałbym herezję (milczenie też jest formą poparcia w tym wypadku) to odchodzę od Jezusa, popełniam grzech przeciwko Duchowi Świętemu nie tylko siebie skazując na piekło, ale też i tych co za mną idą, co oznacza w konsekwencji rozwalenie Kościoła. Zniszczenie go. Ale duchowieństwo może sobie myśleć, że po ŚDM to wtedy będą mogli gadać… Tylko, że mogą usłyszeć pytanie: a coście wcześniej robili? O, tak już jest, że autorytet budowany latami w jednym dniu może upaść i straty będą nie do odrobienia. W konsekwencji i życie doczesne duchownych nie będzie na pewno kolorowe. Tzn. będzie ale w kolorze Forda.

    @Korneliusz
    Jeśli ja zaczynam mieć problemy z siecią to to znaczy, że portal na pewno wzbudza zainteresowanie i są tacy, którym się nie podoba co tu jest pisane. Piszę to w oparciu o własne doświadczenia z innych miejsc.

    Polubienie

    • Ps
      Ale jest jeszcze jeden wniosek, równie przerażający jak stwierdzenie herezji Bergoglio. Nie myślę o tych duchownych co świadomie opowiadają się za herezją, znając naukę Pana Jezusa. Świadomie wydają na siebie wyrok. Myślę o tych co z powodu różnych „ale”, znając prawdę, milczą. Czy oni wierzą w Pana Jezusa? Czy wierzą w Boga? Skoro względy ludzkie są ważniejsze niż Prawda… Czy Pan Jezus obiecywał, że nie będzie problemów?

      Polubienie

      • Szczęść Boże Lolo!
        Zastanawiasz się nad księżmi, którzy znając prawdę milczą. Najlepiej ich postawę zilustrował Stanisław Lem w opowiadaniu pod tytułem „Podróż jedenasta”. Pięć lat temu wysłałem to opowiadanie jednemu z księży, ale jeszcze do tej pory nie miał odwagi zdjąć „przyłbicy”.
        Poniżej wklejam to opowiadanie, może trochę długie, ale warto przeczytać.

        PODRÓŻ JEDENASTA
        (fragment)
        Uruchomiłem reaktor, wystartowałem i wszedłem na kurs, po czym spożyłem nie bez trudu obiad – musiałem okropnie wykręcać głowę, a i tak usta nie znajdowały się na wprost klapki, więc pomogłem sobie łyżką do butów. Potem zasiadłem w hamaku i zabrałem się do prasy robotów. Oto garść tytułów, jakie rzuciły mi się w oczy na pierwszych stronach:
        BEATYFIKACJA ŚWIĘTEGO ELEKTRYCEGO
        LEPNIAKÓW ZAKUSOM WRAŻYM KRES POŁOŻYM
        TUMULTUM NA STADYONIE LEPNIAK W DYBACH
        Składnia i słownictwo zdziwiły mię zrazu, ale przypomniałem sobie, co mówił profesor Gargarrag o słownikach archaicznego języka, jakie wiózł był ongiś na swym pokładzie “Bożydar”. Wiedziałem już, że roboty nazywają ludzi lepniakami. Samych siebie mieli za wspanialców.
        Przeczytałem ostatnią notatkę, tę o lepniaku w dybach:
        Dwyoca halebardyerów Jego Induktywności przydybała nynie w trzeci poranny dzwon lepniaka śpiegarza, któren w oberży wsp. Mremrana schronu w plugastwie swym szukał. Wiernym Induktywności sługą będąc, wsp. Mremran w dyrdy Halebardyemię grodzką powiedomił, zaczem wraży śpion, z przyłbicą otwartą ku pohańbieniu, okrzyki nienawistnymi gawiedzi odprowadzeń, do turmy Calefaustrum ciśniony został. Causam iego iuror II Semperititiae Turtran zaincyplowal.
        Jak na początek, nieźle – pomyślałem i wróciłem do szpalty pod nagłówkiem: “Tumultum na stadyonie”.
        Prawie spekulatorzy turnieiu grędzielnego skonfundowanymi murawę opuskali, wżdycki Girłay III, grędziel Turtukurowi przekazując, owsinek przebuldoźyl, przez co fraktura goleni od igry go odstrychnęła. Zakładnicy, premium utraconem widząc, do kassy się kopnęli, tingulum kassowe śturmowali, a tingulatora srodze pognietli. Patrola Halebardyerni podegrodzkiey ośmiu tumułtników do fossy, kamieńmi obciążonych, opuściła. Wżdycki bżdy kres onym perturbacyom nastanie, kwietliwi spekulatorzy kornie zwierzchność kwesty onuią?
        Za pomocą słownika dowiedziałem się, że kwietliwy to spokojny, od quietas, quietatis – spokój, że kwestionować to pytać, grędzielnia zaś jest rodzajem boiska, na którym wspanialcy grają w swoją odmianę piłki nożnej, którą stanowi lita kula ołowiana. Studiowałem uporczywie gazety, bo przed odlotem kładli mi w wydziale w głowę, że muszę nauczyć się biegle obyczajów i szczegółów wspanialczego życia, już nawet w myśli tak ich nazywałem – nazwanie któregokolwiek robotem byłoby nie tylko obelgą, ale zdemaskowałoby mię natychmiast.
        Przeczytałem więc po kolei artykuły: “Zasad sześć, w materyi wspanialców stanu doskonałego”, “Audyencya Mistrza Gregatuńana”, “Jako płatnerzy cech remonta latoś wodzi”, “Peregrynacye nobliwe płanetników wspanialczych gwoli lamp ochłodzeniu” – jeszcze dziwniejsze wszakże były anonsy. Z wielu bardzo mało co rozumiałem.
        ARMELADORA VI. SNYCERZ ZNAMIENITY garderób chędożeniem, wylotów klepaniem, zawias perfekcyonacyą, takoż in extermis, tariffa nisska.
        WONAX, śrzodek na rdzewieństwo, rdzawki, rdzamięć, rdzyny, rdzynki a rdzawiórki – wszędy nabyć zdołasz.
        OLEUM PURISSIMUM PRO CAPITE – Iżby Ci szyia pomyślunku skrzypem nie konfundowała!!
        Niektórych w ogóle pojąć nie mogłem. Ot, takich choćby: lurni! Kadłubki igrcowe dowoli! Miary wszelkie. Za poręczy cielstwem gwaydolnica na mieyscu. Tarmodrala VIII.
        CHUTLIWEMU cubiculum pankratorne z amfignajsem naymę. Perkoratora XXV.
        I były tam takie, od których włosy stawały mi na głowie pod moim żelaznym czepcem:

        ZAMTUZ GOMORRHEUM PODWOIE
        Z DNIEM DZISIEJSZYM ROZWIERA!
        PO RESTAURACYI DLA SMAKOTLIWYCH
        SELEKCYA JAKIEY NIGDY NIE BYWAŁO!!
        DZIECKA LEPNIACZE, CHUDOBA
        W KOMNATACH I NA WYNOS!!!

        Łamałem sobie głowę nad tymi zagadkowymi tekstami, a czasu miałem sporo, gdyż podróż trwać musiała prawie rok.
        W “Głosie Próżni” anonsów było jeszcze więcej.
        ŁAMIGNATNICE, TASAKIERY, NOŻYCE GRDYCZNE, OSTROKOŁY, PALIKI GRZECZNE poleca GREMONTORIUS,FIDRICAXLVI.
        PYROMANIACY!!! Nowych, skalnym oleiem maszczonych kwaczów Abrakerdela NIC NIE UGASI!!
        DUSICIELOWI AMATOROWI maluchy lepniacze rzewliwe, mowne, z ochędóstwem, takoż paznokietnik cęgowy, niewiela używan, taniutko.
        PANOWIE I PANIE WSPANIALCZE – GASTROKOŁY, Kręgodręcze, Męczywtóki NADESZŁY!!! – Karkaruana XI.
        Naczytawszy się do woli tych anonsów, zacząłem, jak mi się zdawało, rozumieć, jaki los spotkał zastępy wysłanych na zwiady ochotników II Wydziału. Nie mogę powiedzieć, abym lądował na planecie ze zbyt gęstą miną. Zrobiłem to nocą, wygasiwszy wprzód silniki, jak się tylko dało. Splanowawszy wśród wysokich gór, po namyśle przykryłem rakietę naciętymi gałęźmi. Już to fachowcy z dwójki nie nazbyt ruszyli głowami, bo przecież spichlerz na planecie robotów był co najmniej nie na miejscu. Załadowawszy do wnętrza żelaznego pudła zapasów, ile się dało, poszedłem w kierunku miasta, widzialnego z dala dzięki silnej elektrycznej łunie, jaka się nad nim unosiła. Musiałem parę razy stawać, aby poprawić rozlokowanie pudełek z sardynkami , bo okropnie we mnie grzechotały. Szedłem dalej, gdy coś niewidzialnego podcięto mi nogi. Upadłem, czyniąc piekielny łoskot, błyskawicznie przeszyty myślą: “Już! tak prędko?!” Ale wokół nie było żywego, tj. elektrycznego ducha. Na wszelki wypadek dobyłem broni – składał się na nią rak, jakiego używają kasiarze, oraz mały śrubokręt.
        Wodząc rękami po otoczeniu, przekonałem się, że otaczają mnie same żelazne kształty. Były to szczątki starych automatów – ich opuszczone cmentarzysko. Poszedłem dalej, często przewracając się i dziwiąc się jego rozmiarom. Ciągnęło się chyba na milę. W mroku, nie rozwidnionym wcale odległą łuną, w pewnej chwili zamajaczyły dwa czworonożne kształty. Znieruchomiałem. Instrukcje moje nic nie mówiły o tym, jakoby na planecie żyły jakieś zwierzęta. Inne dwa czworonogi bezszelestnie zbliżyły się do tamtych. Nieostrożny mój ruch wywołał dźwięknięcie pancerza i ciemne sylwety czmychnęły jak szalone w mrok.
        Po tym incydencie zdwoiłem jeszcze ostrożność. Pora wydawała się niezbyt szczęśliwa dla wkroczenia do miasta – późna godzina nocy, puste ulice – moje pojawienie ściągnęłoby niepożądaną uwagę. Przypadłem więc w przydrożnym rowie i doczekałem cierpliwie świtu, gryząc biszkopty. Wiedziałem, że przed następną nocą nie będę się mógł niczym pożywić.
        Z pierwszym świtem wszedłem na przedmieście. Nie widziałem nikogo. Na pobliskim parkanie widniał wielki, najwyraźniej stary, deszczami zmyty plakat. Zbliżyłem się doń.

        OBWIESZCZENIE
        Zwierzchności grodziszcza wiadomem iest, iako plugastwo lepniacze wpełznąć w szeregi prawych się wspanialców wysila. Ktokolwiek zoczy lepniaka lebo indywiduum, podeźrzeniom asumpt daiące, w mig ma halebardyemi swey donieść. Spólnictwo wszelakie z onym lebo pomoc mu dana, rozśrubowaniem in saecula saeculorum karanem będzie. Za lepniaka głowę praemium 1000 ferklosów się ustanawia.

        Poszedłem dalej. Przedmieścia nie wyglądały zachęcająco. Pod nędznymi, na poły rdzą zjedzonymi barakami śledziły gromady robotów, grając w cetno i licho. Od czasu do czasu wybuchały pośród nich bójki z takim łomotem, jakby artyleryjski ogień trafiał skład żelaznych beczek. Nieco dalej trafiałem na przystanek kolei miejskiej. Nadjechał pusty prawie wagon, do którego wsiadłem. Motorniczy stanowił nierozłączną część motoru i rękę miał przykręconą na stałe do korby. Konduktor byt przyśrubowany do wejścia. Stanowił zarazem drzwi; chodził na zawiasach. Dałem mu pieniążek z zapasu, który dostarczył mi wydział, i usiadłem na ławce, okropnie zgrzytając. W centrum wysiadłem i podreptałem przed siebie, jak gdyby nigdy nic. Coraz więcej spotykałem halebardierów, krążyli po dwóch i po trzech, środkiem ulic. Zauważywszy opartą o mur halabardę, podjąłem ją od niechcenia i pomaszerowałem dalej, ale moje odosobnienie mogłoby wydać się dziwne, więc skorzystawszy z tego, że jeden z trójki kroczących przede mną strażników wszedł do bramy, aby poprawić opadający ruszt, wstąpiłem w opuszczone przezeń miejsce trójkowego szyku. Idealne podobieństwo wszystkich robotów było mi bardzo na rękę. Dwaj moi towarzysze zachowywali jakiś czas milczenie, wreszcie jeden odezwał się:
        – Kandy lafę uźrzymy, Brebranie? Ckni mi się i przystojnie bym z elektrózką poigrał.
        – Cię wy – odparł drugi – mosterdzieju, już ci kondycja nasza chuda, hej!
        Obeszliśmy tak dokoła całe śródmieście. Rozglądając się pilnie, zauważyłem po drodze dwie restauracje, przed którymi stał oparty o mury istny las halabard. O nic jednak nie pytałem. Już mnie porządnie nogi bolały, a i duszno było w rozgrzanym od słońca żelaznym baniaku i w nosie kręciło od rdzawego kurzu – bałem się, że kichnę, spróbowałem się więc nieznacznie oddalić, lecz obaj zawrzaśli:
        – Ejże, bratku! Kędy to dyrdasz? Chceszli, aby ci zwierzchność kulfon rozbuzdyganiła? Szalonyś li?
        – Bynajmniej – odparłem – ino przysiąść krzynę zamiarowałem.
        – Przysiąść? Czy ci dur cewkę osmalił? Wżdyśmy na służbie, cne żeliwiaki!
        – A ino – odrzekłem zgodnie i znowu pomaszerowaliśmy przed siebie. Nie – pomyślałem – ta kariera pozbawiona jest wszelkich perspektyw. Muszę ja się inaczej wziąć do rzeczy. Obeszliśmy miasto raz jeszcze, po drodze zatrzymał nas oficer, wołając:
        – Refemazor!
        – Brentakurdwium! – odkrzyknęli moi towarzysze. Zapamiętałem sobie dobrze to hasło i odzew. Oficer obejrzał nas z przodu i z tyłu i kazał podnieść wyżej halabardy.
        – Jako trzymiecie, ofermy!! Pieceście, nie halebardyerzy Jego Induktywności!! Równo mi! Noga w nogę! Marsz!!
        Lustrację tę przyjęli halebardierzy bez komentarza. Łaziliśmy dalej w wysokim słońcu i kląłem chwilę, w której zgodziłem się dobrowolnie wyruszyć na tę ohydną planetę; w dodatku głód poczynał skręcać mi kiszki. Obawiałem się nawet, czy aby ich burczenie nie zdradzi mię, więc starałem się jak najgłośniej skrzypieć. Przechodziliśmy koło restauracji. Zajrzałem do środka. Prawie wszystkie stoliki byty zajęte. Wspanialcy czy też – jak nazwałem ich w myśli, za słowami oficera – piecyci siedzieli przy nich bez ruchu, szmelcowani sino, od czasu do czasu któryś zgrzytnął lub obrócił głowę, aby szklanymi ślepiami zerknąć na ulicę. Poza tym nie jedli nic, nie pili, a tylko jak gdyby czekali nie wiadomo na co. Kelner – poznałem go po białym fartuchu, który miał na zbroi – stał pod ścianą.
        – Może i my przysiądziem się tamój? – spytałem, bo czułem każdy bąbel na odparzonych żelaznymi chodakami stopach.
        – Tyś istowo zbisurmaniał! – obruszyli się moi towarzysze. – Toż sięścia nama nie przykazowano! Toż chodźba prawem naszym! Nie trwóż się, już to tamci fortelem lepniakowi dogodzą, kany przyńdzie, a zupy łaknąc lebo polewki, wrażą naturę ujawni!!
        Nic z tego nie pojmując, posłusznie powędrowałem dalej . Z wolna diabli poczynali mnie już brać – w końcu jednak skierowaliśmy się ku wielkiemu budynkowi z czerwonej cegły, na którym widniał w żelazie kuty napis:
        KOSZARY HALEBARDYERÓW
        IEGO ŚWIATŁEJ INDUKTYWNOŚCI
        KALKULATRYCEGO PIERWSZEGO
        Urwałem się mym towarzyszom u samego wejścia. Halabardę postawiłem przy wartowniku, kiedy się odwrócił z chrzęstem i brzękiem, i wszedłem w pierwszą boczną ulicę. Tuż za rogiem ukazał się spory budynek z szyldem ZAJAZD POD SIEKIERĄ. Zajrzałem tylko do środka, a oberżysta, pękaty robot o krótkim tułowiu, zgrzytając ochoczo, wyskoczył na ulicę.
        – Witam waszmościa, witam… służby komę niosę… zali komnatki jakowejś nie łakniesz asan?
        – Istowo – odparłem lakonicznie. Niemal siłą wciągnął mnie do środka. Prowadząc po schodach na górę trajkotał blaszanym głosem jak najęty:
        – Peregrynatorów ćma nynie ściąga, ćma… wżdyćki nie masz wspanialca, co by przewłóczyn kondensatorowych lego Induktywności własnymi zierkalcami obaczyć nie chciał… tu waćpan pozwól… oto apartamentum godne, proszę pięknie… tutki bawialny… tamój gościnny… ani chybi utrudzonym waszmość być musisz… kurz w trybiech chrząści… zezwól, w mig ci ochędóstwa przyniosę…
        Załomotał po schodach i ledwom się rozejrzał po dosyć ciemnym, żelaznymi szafami i takimż łóżkiem umeblowanym pokoju, wrócił z oliwiarką, szmatą i butelką sidolu. Postawiwszy wszystko na stole, rzekł ciszej i jakoś poufałej:
        – Ochędożywszy jestestwo, zezwól waćpan na dół… dla nobliwszych ja person, jak waszmość pan, zawżdy secretum słodziuchne, maleńkie, siurpryzkę przechowuję… pofiglujesz…
        I wyszedł, łypiąc fotokomórkami; nie mając nic lepszego do roboty, naoliwiłem się, wypucowałem blachy sidolem i zauważyłem, że oberżysta zostawił na stole kartę przypominającą menu restauracyjne. Wiedząc dobrze, że roboty nic nie jedzą, podniosłem ją zdziwiony do oczu. Zamtuz II kat. – przeczytałem na górze.

        Lepniacze dziecię, dekapitacja …8 ferki.
        Toż, z grzęzem ……………………10 ferkl.
        Toż, płaczliwego …………………11 ferkl.
        Toż, rozdziraiąco ………………..14 ferkl.
        Chudoba:
        Toporna sodomija, sztuka ………6 ferkl.
        Rąbaniszcze ucieszne …………….8 ferkl.
        Toż, cielęcia malucha …………….8 ferkl.

        Nic z tego nie rozumiałem, ale jakieś mrówki zaczęły mi chodzić po grzbiecie, gdy z przyległego pokoju dobiegł mię łomot niezrównanej siły, jakby mieszkający o ścianę robot usiłował na drzazgi roztrzaskać swą kwaterę. Włosy zjeżyły mi się na głowie. Miałem dosyć. Starając się nie brzęczeć i nie dzwonić, wymknąłem się z tej okropnej spelunki na ulicę. Dopiero znalazłszy się daleko, odetchnąłem. I cóż ja teraz pocznę, nieszczęsny? – rozważałem. Przystanąłem przy grupie robotów grających w zechcyka i udawałem, że kibicuję zapamiętale. Na razie nic właściwie o zajęciach wspanialców nie wiedziałem. Mogłem wśliznąć się na powrót w szeregi halebardierów, ale nie obiecywało to wiele, a szansa wpadnięcia była spora. Co robić?
        Łamiąc sobie tak głowę, poszedłem przed siebie, aż zauważyłem siedzącego na ławce, wygrzewającego stare blachy do słońca, przysadkowatego robota, który okrył sobie głowę gazetą. Na pierwszej stronie widniał wiersz, zaczynający się od słów “Jam wspanialec zwyrodnialec”. Co było dalej, nie wiem, Z wolna zawiązała się rozmowa. Przedstawiłem się jako przybysz z sąsiedniego miasta, Sadomazji. Stary robot był nadzwyczaj kordialny. Od razu niemal zaprosił mnie do siebie, do domu.
        – Co się masz waćpan tłuc po wszelakich tam, mosterdziejku, zajazdach, a z oberżystami wadzić. Zwól do mnie. Niskie progi, ścielę się, racz, łaskawco, niechaj. Radość wstąpi wraz z szacowną twą osobą w skromne komnaty moje.
        Cóż miałem robić, zgodziłem się, to mi nawet odpowiadało. Mój nowy gospodarz mieszkał we własnym domu, na trzeciej ulicy. Zaprowadził mię zaraz do gościnnego pokoju.
        – Że z drogi, toś się kurzu co nie miara musiał nałykać – rzekł.
        Znowu pojawiła się oliwiarka, sidol i szmaty. Wiedziałem już, co powie, roboty były jednak naturami nieskomplikowanymi. I rzeczywiście; – Ochędożywszy się, zwól do bawialnego – rzekł – poigramy pospołu…
        Zamknąłem drzwi. Oliwiarki ani sidolu nie tknąłem, zbadałem tylko w lustrze stan mej charakteryzacji, uczerniłem zęby i niespokojny nieco wobec perspektywy nieznanego “igrania”, po jakimś kwadransie chciałem zejść na dół, gdy z głębi domu dobiegł mię przeciągły łoskot. Tym razem nie mogłem już uciekać. Schodziłem po schodach w takim huku, jakby ktoś na drzazgi rąbał żelazny pień. W bawialnym wrzało. Gospodarz mój, rozebrany do żelaznego korpusa, dziwacznie ukształconym tasakiem ciął wielką kukłę, która leżała na stole.
        – Pięknie proszę, gościu! Możesz sobie waćpan gwoli uciesze pooporządzać te kadłubki – rzekł, na mój widok przestając rąbać i wskazał drugą, leżącą na podłodze, mniejszą nieco lalę. Kiedy się do niej zbliżyłem, usiadła, otwarta oczy i zaczęta słabym głosem powtarzać:
        – Panie – jam dziecię niewinne – poniechaj mię – panie – jam dziecię niewinne – poniechaj.
        Gospodarz wręczył mi topór, podobny do halabardy, ale na krótszym stylisku.
        – Nuże, zacny gościu, precz troski, precz smutki – tnij od ucha, a śmiało!
        – Kiedy – nie lubię dzieci… – odparłem słabo. Znieruchomiał.
        – Nie lubisz? – powtórzył za mną. – A szkoda. Zafrasowałeś mię acan. Cóż tedy poczniesz? Mam jeno maluchów – słabość to moja, wiesz. Zali nie popróbujesz cielęcia?
        I wyprowadził z szafy wcale poręczne, plastikowe cielę, które, naciśnięte, trwożnie zamęczało. Cóż miałem robić? Nie chcąc się zdemaskować, rozrąbałem nieszczęsną kukłę, porządnie się przy tym zmachawszy. Tymczasem gospodarz poćwiartował obie lale, odłożył narzędzie, które zwał łamignatnicą, i spytał, czy jestem rad. Zapewniłem go, że dawno nie zażyłem takiej przyjemności.
        Tak rozpoczął się mój niewesoły żywot na Karelirii. Rano, po śniadaniu, składającym się z wrzącej oliwy, gospodarz udawał się do pracy, a jego pani piłowała coś zaciekle w sypialnym – mam wrażenie, że cielęta, ale nie mogę na to przysiąc. Nie mogłem wytrzymać od meczenia, wrzasków, huku, wychodziłem więc na miasto. Zajęcia mieszkańców były raczej monotonne. Ćwiartowanie, łamanie kołem, palenie, szatkowanie – w centrum znajdował się park rozrywek z pawilonami, w których można było zakupić najwymyślniejsze narzędzia. Po kilku dniach nawet na własny scyzoryk patrzeć nie mogłem i tylko powodowany głodem udawałem się o zmierzchu za miasto, aby pośpiesznie pochłonąć w krzakach sardynki i biszkopty. Nie dziwota, że na takim wikcie wciąż byłem o włos od czkawki, która groziła mi śmiertelnym niebezpieczeństwem. Na trzeci dzień poszliśmy do teatru. Wystawiano sztukę pod tytułem Karbezauriusz. Była to historia młodego, przystojnego robota, okropnie prześladowanego przez ludzi, tj. przez lepniaków. Polewali go wodą, sypali mu do oliwy piasek, rozkręcali mu śrubki, tak że się wciąż przewracał itp. Widownia gniewnie brzęczała. W drugim akcie pojawił się wysłannik Kalkulatora, młody robot został wyzwolony, trzeci akt zajmował się szerzej losem ludzi, jak łatwo się można domyślić, raczej niewesołym.
        Z nudów grzebałem w biblioteczce domowej gospodarzy, ale nie było w niej nic ciekawego: kilka nędznych przedruków pamiętników markiza de Sade, poza tym same broszurki, takie jak Rozpoznawanie lepniaków, z której zapamiętałem parę ustępów. “Lepniak – zaczynał się tekst – jest wielce miękki, konsystencją podobny do piroga… Oczy jego tępawe, wodniste, obrazem plugastwa duszebnego są. Lice gumiaste…” i tak dalej, przez sto bez mała stron.
        W sobotę przychodzili do nas miejscowi notable – mistrz cechu blacharzy, zastępca miejskiego płatnerza, starszy cechowy, dwaj protokraci, jeden alcymurtan – niestety, nie mogłem się zorientować, co to są za zawody, gdyż mówiło się głównie o sztukach pięknych, o teatrze, o doskonałym funkcjonowaniu lego Induktywności – panie plotkowały nieco. Stąd dowiedziałem się o osławionym w wyższych sferach birbancie i szaławile, niejakim Podukście, który prowadził hulaszczy żywot – otaczał się rojami elektrycznych bachantek, obsypując je wprost najkosztowniejszymi cewkami i lampami. Ale mój gospodarz nie zgorszył się szczególnie, gdy wspomniałem Poduksta.
        – Młoda stal, młody prąd – rzekł dobrodusznie. – Podrdzewieje, oporniki się mu zglejują, to i rura główna nadmięknie…
        Pewna wspaniałka, która bywała u nas dość rzadko, upodobała mnie sobie dla niepojętych powodów i raz, po którymś tam z rzędu kubku oliwy, szepnęła:
        – Nadobny ś. Chcesz mnie? Umkniem do mnie, doma poelektryzujem się…
        Udałem, że nagłe iskrzenie katody nie pozwoliło mi dosłyszeć j ej słów.
        Pożycie mych gospodarzy było na ogół zgodliwe, ale raz mimowolnie stałem się świadkiem kłótni; połowica wrzeszczała coś o tym, aby się w złom obrócił, on, jak to mąż, nie odpowiadał.
        Bywał też u nas wzięty elektromistrz, który prowadził miejską klinikę, i od niego to dowiedziałem się, bo opowiadał, choć rzadko, o swych pacjentach – że roboty wariują kiedy niekiedy, a najgorszym z prześladujących omamów jest przekonanie, jakoby były ludźmi. I nawet – jak domyśliłem się z jego słów, choć nie powiedział tego wyraźnie – liczba takich szaleńców ostatnio poważnie wzrosła.
        Wiadomości tych nie przekazywałem jednak na Ziemię, raz, że wydawały mi się zbyt skąpe, a dwa, że nie chciało mi się maszerować przez góry do pozostawionej daleko rakiety, w której mieścił się nadajnik. Pewnego ranka, kiedy skończyłem właśnie cielę (moi gospodarze dostarczali mi codziennie wieczorem jedną sztukę, przekonani, że niczym nie sprawią mi większej uciechy) – rozległo się w całym domu gwałtowne walenie do bramy. Moja trwoga okazała się aż nadto usprawiedliwiona. Była to policja, tj. halebardierzy. Wyprowadzono mnie na ulicę aresztowanego, bez jednego słowa, na oczach mych osłupiałych ze zgrozy gospodarzy. Zostałem zakuty, wsadzono mię do karetki i pojechaliśmy do więzienia. Stał tam już u bramy wrogi tłum i wznosił pełne nienawiści okrzyki. Zamknięto mnie w osobnej celi. Kiedy drzwi zatrzasnęły się za mną, usiadłem na blaszanej pryczy z głośnym westchnieniem. Teraz nie mogło mi już zaszkodzić. Zastanawiałem się jakiś czas nad tym, w ilu już więzieniach siedziałem w rozmaitych okolicach Galaktyki, ale nie udało mi się ustalić liczby. Pod pryczą coś leżało. Była to broszurka o wykrywaniu lepniaków – czy podłożono ją dla drwiny, przez niską złośliwość? Otwarłem ją mimo woli. Przeczytałem najpierw o tym, jak to górna część lepniaczego tułowia porusza się w związku z tak zwanym oddychaniem, jak należy sprawdzać, czy ręka, którą podaje jest ciastowata oraz czy z jego otworu gębowego nie wydobywa się lekki wietrzyk. Podniecony – kończył ustęp – wydziela z siebie lepniak wodnistą ciecz, głównie czołem.
        Było to dosyć ścisłe. Wydzielałem tę wodnistą ciecz. Z pozoru eksploracja Wszechświata wydaje się nieco jednostajna, a to przez wspomniane wyżej, ponawiające się wciąż, jako w pewnym sensie nieodzowny jej etap, więzienne pobyty gwiazdowe, planetarne, mgławicowe nawet – ale sytuacja moja nie była nigdy jeszcze tak czarna, jak obecnie. Koło południa strażnik przyniósł mi talerz ciepłej oliwy, w której pływało trochę śrutu do łożysk kulkowych. Prosiłem o coś strawniejszego, skoro jestem już zdemaskowany, on jednak zazgrzytawszy ironicznie, odszedł bez słowa. Zacząłem walić w drzwi i domagać się adwokata. Nikt nie odpowiadał. Pod wieczór, kiedy zjadłem ostatnią kruszynę biszkopta, zawieruszoną wewnątrz pancerza, klucz zachrobotał w zamku i do celi wszedł pękaty automat z grubą skórzaną teczką.
        – Bądź przeklęty lepniaku! – rzekł i dodał: – Mam być twoim obrońcą.
        – Czy zawsze witasz w ten sposób swych klientów? – spytałem, siadając.
        On też usiadł, klekocząc. Był odrażający. Blachy na brzuchu kompletnie mu się poluzowały.
        – Lepniaków, tak – rzekł z przekonaniem. – Z lojalności jeno wobec mojej profesji – nie wobec ciebie, szubrawcze bezecny – rozwinę kunszta moje w twej obronie, kreaturo! Być może da się zmiękczyć czekającą cię karę do jednorazowego rozebrania na sztuki.
        – Jak to – powiedziałem – ależ mnie nie można rozebrać.
        – Ha, ha! – zazgrzytał – tak ci się jeno widzi! A teraz powiadaj, co kryłeś w zanadrzu, kleista kanalio!!
        – Jak się nazywasz? – spytałem.
        – Klaustron Fridrak.
        – Klaustronie Fridraku, powiedz, o co jestem oskarżony?
        – O lepniaczość – odparł natychmiast. – Kara za to przypada główna. A dalej, o chucie zaprzedania nas, o śpiegarstwo na rzecz bryi, o świętokradczo zalęgły plan podniesienia ręki na Jego Induktywność – starczy ci, łajnisty lepniaku? Przyznajesz się do owych win?
        – Czy na pewno jesteś mym adwokatem? – spytałem. – Bo mówisz jak prokurator albo sędzia śledczy.
        – Jam jest twoim obrońcą.
        – Dobrze. Nie przyznaję się do żadnej z tych win.
        – Drzazgi z ciebie polecą! – zaryczał.
        Widząc, jakiego dostałem obrońcę, zamilkłem. Nazajutrz zaprowadzono mnie na przesłuchanie. Nie przyznałem się do niczego, choć sędzia – jeżeli to było możliwe – grzmiał jeszcze okropniej od wczorajszego obrońcy. Raz ryczał, raz szeptał, wybuchał blaszanym śmiechem, to znów spokojnie tłumaczył, że pierwej zacznie oddychać, zanim ujdę wspanialczej sprawiedliwości.
        Przy następnym przesłuchaniu był obecny jakiś ważny dostojnik, sądząc z ilości lamp, jaka się w nim żarzyła. Upłynęły cztery dalsze dni. Najgorzej było z jedzeniem. Zadowalałem się paskiem od spodni, który moczyłem w wodzie, jaką mi przynoszono raz dziennie, przy czym strażnik niósł garnek z dala od siebie, jakby to była trucizna.
        Po tygodniu pasek skończył mi się, na szczęście miałem wysokie sznurowane buty z koźlej skórki – ich języki były najlepsze ze wszystkiego, co jadłem przez cały czas pobytu w celi.
        Ósmego dnia rankiem dwu strażników kazało mi się zbierać. Wsadzony do karetki, pod eskortą przewieziony zostałem do Żelaznego Pałacu, siedziby Kalkulatora. Po wspaniałych, nierdzewnych schodach, przez sale, wysadzane katodowymi lampami, zaprowadzono mnie do wielkiego, pozbawionego okien pokoju. Zostałem w nim sam – strażnicy wyszli. Pośrodku znajdowała się czarna zasłona, zwieszona ze stropu, fałdy jej otaczały środek pokoju czworobokiem.
        – Mamy lepniaku! – zagrzmiał głos, dochodzący jakby przez rury z żelaznego podziemia – ostatnia twa godzina bije. Rzeknij, co ci lube: szatkownica, łamignat czy świdraulina?
        Milczałem. Kalkulator zahuczał, zaszumiał i odezwał się:
        – Słysz mnie, lepka kreaturo, przybyła z poduszczenią bryi! Słysz mój potężny głos, mlazgraty klejaku, fąfrze kisielisty! We wspaniałości światłych moich prądów dawam ci łaskę: jeśli przejdziesz na stronę wiernych szeregów moich, jeśli całą swą duszą nade wszystko wspanialcem zostać zapragniesz, życie ci może daruję.
        Rzekłem, że od dawna to właśnie było moim marzeniem. Kalkulator zarechotał szyderczo pulsującym śmiechem i rzekł:
        – Między bajki łgarstwa twe włożę. Słysz, padalcze. Ostać się przy swym lepkim żywocie możesz jeno jako wspanialechalebardier tajny. Zadaniem twym będzie lepniaków, śpiegarzy, ajentów, zdrajców, a wszelakie inne robactwo, które bryja śle, demaskować, obnażać, przyłbice zdzierać, białym żelastwem wypalać i takimi jeno służby kornymi ocalić się możesz.
        Gdy wszystko solennie obiecałem, zaprowadzono mię do innego pokoju, gdzie wciągnięto mnie na rejestr z rozkazem codziennego zdawania meldunków w głównej halebardiemi, po czym osłupiałego, na miękkich nogach, wypuszczono mię z pałacu.
        Zapadał zmierzch. Wyszedłem za miasto, siadłem na trawie i jąłem rozmyślać. Ciężko było mi na duszy. Gdyby mię zdekapitowano, ocaliłbym przynajmniej honor, a tak, przeszedłszy na stronę tego elektrycznego potwora, zdradziłem sprawę, którą reprezentowałem, zmarnowałem swą szansę – co miałem robić, biec do rakiety? Byłaby to haniebna ucieczka. Mimo to zacząłem iść. Los szpicla na usługach maszyny, rządzącej szeregiem żelaznych pudeł, byłby hańbą jeszcze gorszą. Któż opisze me przerażenie, gdy zamiast rakiety na miejscu, gdzie ją zostawiłem, ujrzałem tylko rozwłóczone jakimiś maszynami, potrzaskane szczątki!
        Było już ciemno, gdy wracałem do miasta. Usiadłem na kamieniu i po raz pierwszy w życiu załkałem rzewnie za utraconą ojczyzną, a łzy ciekły po żelaznym wnętrzu tego pustego bałwana, który miał być odtąd po śmierć moim więzieniem, wyciekały przez szpary nadkolanowe na zewnątrz, grożąc rdzą i zesztywnieniem stawów. Ale było mi już wszystko jedno.
        Naraz ujrzałem pluton halebardierów, z wolna sunący ku łąkom podmiejskim na tle ostatniej poświaty zachodu. Dziwnie się jakoś zachowywali. Szarość wieczoru gęstniała i w tym mroku to jeden, to drugi urywali się w pojedynkę z szeregów, jak najciszej przebierając nogami, włazili w krzaki i znikali w nich. Wydało mi się to tak dziwne, że mimo bezbrzeżnego przygnębienia wstałem cicho i ruszyłem za najbliższym.
        Była to – muszę dodać – pora, w której owocowały na podmiejskich krzach dzikie jagody, podobne w smaku do borówek, słodkie i nader smaczne. Sam się nimi objadałem, ilekroć tylko mogłem wymknąć się z żelaznego grodu. Któż wypowie moje osłupienie, kiedym ujrzał, jak śledzony przeze mnie halebardier małym kluczykiem, kubek w kubek podobnym do tego, który wręczył mi pełnomocnik II Wydziału, otwiera sobie z lewej strony przyłbicę i rwąc obiema garściami jagody, jak dziki pakuje je w otwartą czeluść! Aż tam, gdzie stałem, dochodziło mlaszczące, pośpieszne ćpanie.
        – Pssst – syknąłem przenikliwie – ty, słuchaj. Jednym susem buchnął w gąszcz, ale nie uciekał dalej – słyszałbym to. Przypadł gdzieś.
        – Halo – powiedziałem zniżonym głosem – nie bój się. Jestem człowiekiem. Człowiekiem. Ja także jestem przebrany.
        Coś jak gdyby jedno, strachem i podejrzliwością płonące oko zerknęło na mnie spoza liści.
        – Skąd mogę wiedzieć, zali nie zwodzisz? – rozległ się ochrypły głos.
        – Ależ mówię ci. Nie bój się. Przybyłem z Ziemi. Wysłano mię tu umyślnie.
        Musiałem go jeszcze chwilę przekonywać, nim uspokoił się na tyle, że wylazł z krzaków. Dotknął mego pancerza w ciemności.
        – Człowiekiem? Prawda li to?
        – Dlaczego nie mówisz po ludzku? – spytałem.
        – Bom przepomniał. Piąty rok idzie, jak mię tu fata okrutne zaniosły… nacierpiałem się, że nie wypowiem… isto, fortuna szczęsna, że mi lepniaka przed śmiercią uźrzeć dała… – bełkotał.
        – Opamiętaj się! Przestań tak gadać! Słuchaj – jesteś może z dwójki?
        – Zaśby nie. Isto, żem z dwójki. Malingraut mię tu wysłał, na mordęgę okrutną.
        – Czemu nie uciekłeś?
        – Jako mam uciec, gdy mi rakietę rozebrano, a na drobny śrut roztrząchnięto? Bracie – nie Iza mi tu siedzieć. Do koszar pora… pry, uwidzim się li? Pod koszary jutro przyódź… przyńdziesz?
        Umówiłem się z nim tedy, nie wiedząc nawet, jak wygląda, i pożegnaliśmy się; kazał mi zostać jeszcze dobrą chwilę, a sam znikł w ciemnościach nocy. Wróciłem do miasta pokrzepiony na duchu, bo widziałem już szansę zorganizowania konspiracji – aby nabrać sił, poszedłem do pierwszej oberży, jaka nawinęła się po drodze, i położyłem się spać. Rano, przeglądając się w lustrze, zauważyłem na piersi, poniżej lewego naramiennika, malutki, kredą postawiony krzyżyk i jak gdyby łuski spadły mi z oczu. Ten człowiek chciał mnie zdradzić – dlatego naznaczył mnie! Łajdak – powtarzałem w myśli, gorączkowo rozważając, co teraz począć. Starłem judaszowy znak, ale to mię nie zadowoliło. Zapewne złożył już raport – myślałem – i zaczną szukać tego nieznanego lepniaka, zwrócą się zapewne do swych rejestrów, na pierwszy ogień pójdą najbardziej podejrzani – byłem tam przecież, w ich spisach; na myśl, że zaczną mnie przesłuchiwać, zadrżałem. Zrozumiałem, że muszę odwrócić jakoś podejrzenie od siebie, i rychło znalazłem na to sposób. Cały dzień przesiedziałem w oberży, maltretując dla niepoznaki cielęta, a o pierwszym zmierzchu wyruszyłem na miasto, dzierżąc ukryty w dłoni kawałek kredy. Nastawiałem nim coś ze czterysta krzyżyków na żelaziwie przechodniów – kto mi się tylko nawinął, został naznaczony. Około północy, z lżejszym nieco sercem, wróciłem do zajazdu i wtedy dopiero przypomniałem sobie, że oprócz tego judasza, z którym rozmawiałem, do krzaków powłazili zeszłej nocy także inni halebardierzy. Dało mi to do myślenia. Wtem olśniła mię zdumiewająco prosta idea. Wyszedłem za miasto, na jagody. Około północy znowu zjawiła się żelazna hałastra, powoli rozsypała się, rozpierzchła i tylko z okolicznych chaszczy dobiegało pośpieszne posapywanie i ćmakanie żujących zaciekle gąb; potem zamykane szczękały kolejno przyłbice i całe bractwo powyłaziło milczkiem z krzaków, obżarte jagodami jak bąki. Wtedy zbliżyłem się do nich, wzięli mnie w mroku za jednego ze swoich; maszerując stawiałem sąsiadom małe kółeczka kredą, gdzie popadło, a u wrót halebardiemi zrobiłem z tył zwrot i poszedłem do mojej oberży.
        Nazjutrz usiadłem sobie na ławce przed koszarami, czekając, aż wyjdą ci, co mają przepustkę na miasto. Odnalazłszy w dumie jednego z tych, co mieli kółko na łopatce, podążyłem za nim, a gdy prócz nas dwóch nikogo nie było na ulicy, uderzyłem go rękawicą w bark, że cały zadzwonił i rzekłem:
        – W imieniu Jego Induktywności! Pójdziesz za mną!
        Tak się przestraszył, że cały zaczął szczękać. Bez jednego słowa pokuśtykał za mną, pokorny jak trusia. Zamknąwszy drzwi pokoju, jąłem odkręcać mu głowę, dobytym z kieszeni śrubokrętem. Udało mi się to po godzinie. Uniosłem ją jak żelazny garnek i oczom mym ukazała się nieprzyjemnie zbielała od długotrwałego pobytu w ciemności, chuda twarz z wytrzeszczonymi strachem oczami.
        – Jesteś lepniakiem? – sarknąłem.
        – Tak jest, wasza miłość, ale…
        – Co ale!?
        – Ale jam przecież – zarejestrowan… przysięgałem wierność Jego Induktywności!
        – Jak dawno, mów!?
        – Trzy… trzy lata temu., panie – za co – za co wy mię…
        – Czekaj – rzekłem – a znasz innych jakichś lepniaków?
        – Na Ziemi? Juści znam, wasza miłość, dopraszam się łaski, ja ino…
        – Nie na Ziemi, bałwanie, tu!
        – Nie, gdzieżby! Zaś! Skoro ino zoczę, na jednej nodze doniosę, wasza mi…
        – No, dobra – rzekłem. – Możesz iść. Głowę sam sobie przykręć.
        Dałem mu wszystkie śrubki w garść i wypchnąłem go za drzwi. Słyszałem, jak nakłada sobie czerep trzęsącymi się jeszcze rękami, a sam usiadłem na łóżku, mocno tym wszystkim zdziwiony. Przez cały następny tydzień miałem masę roboty, bo brałem z ulicy przechodniów, kto się tylko napatoczył, szedłem do oberży, gdzie odkręcałem mu głowę. Przeczucie nie omyliło mnie: wszyscy, ale to wszyscy byli ludźmi! Nie znalazłem wśród nich ani jednego robota! Z wolna rozrastał mi się w głowie apokaliptyczny obraz…
        Szatan, szatan elektryczny – ten Kalkulator! Co za piekło wylęgło się w jego rozżarzonych drutach! Planeta była podmokła, reumatyczna, dla robotów – w najwyższym stopniu niezdrowa, musiały masowo rdzewieć, może brakło też z biegiem lat coraz bardziej – części zamiennych, poczęły szwankować, jeden po drugim szły na rozległe cmentarzysko podmiejskie, gdzie tylko wiatr chrzęścił im podzwonne arkuszami kruszejącej blachy. Wówczas, widząc, jak topnieją jego szeregi, widząc panowanie swe zagrożonym, Kalkulator dokonał genialnej wolty. Z wrogów, nasyłanych na własną zgubę szpicli, jął czynić własne wojsko, własnych ajentów, własny lud! Żaden ze zdemaskowanych nie mógł zdradzić – żaden nie ważył się na kontaktowanie z innymi, jako z ludźmi, bo nie wiedział, iż nie są robotami, a gdyby się nawet dowiedział o tym czy o owym, to bałby się, że przy pierwszej próbie kontaktu tamten wyda go, jak właśnie usiłował to uczynić ów pierwszy, przebrany za halebardiera człowiek, którego zastałem znienacka w borówkowym krzaku. Kalkulator nie zadowalał się neutralizacją wrogów – każdego czynił bojownikiem swojej sprawy, a przymuszając do wydawania innych, nowo przysłanych ludzi, dawał jeszcze jeden dowód piekielnej chytrości, któż bowiem lepiej potrafił odróżnić nasłanych ludzi od robotów, jeśli nie sami owi ludzie właśnie, którzy znali wszak podszewkę wszystkich praktyk II Wydziału!!
        Tak więc każdy człowiek, zdemaskowany, wciągnięty do rejestrów, zaprzysiężony, czuł się sam i może obawiał się nawet podobnych sobie bardziej od robotów, bo roboty nie musiały być ajentami tajnej policji, ludzie byli nimi natomiast co do jednego. W taki sposób elektryczne monstrum trzymało nas w niewoli, szachując wszystkich – wszystkimi, bo przecież to właśnie moi towarzysze niedoli strzaskali moją rakietę i tak samo – dowiedziałem się tego z ust halebardiera – postąpili z zastępami innych rakiet.
        Piekło, piekielnik! – myślałem, dygocąc z wściekłości. I mało, że zmuszał do zdrady – mało, że Wydział sam coraz ich więcej przysyłał dla jego wygody, to jeszcze przeodziewano mu ich na Ziemi w najlepszy, nierdzewny ekwipunek wysokiej jakości! Czy były w tych zakutych w blachę rzeszach jeszcze jakieś roboty? Poważnie w to wątpiłem. Zrozumiała też stała się dla mnie gorliwość, z jaką prześladowali ludzi. Sami będąc nimi, musieli, jako neofici wspanialstwa, być bardziej robotami aniżeli autentyczne roboty. Stąd zaciekła nienawiść, jaką okazywał mi mój adwokat. Stąd łajdacka próba wydania mię, jaką podjął ów człowiek, któregom pierwszego zdemaskował. Och, co za demonizm cewek i zwojów, co za strategia elektryczna!
        Ujawnienie tajemnicy na nic by się nie przydało; na rozkaz Kalkulatora ani chybi ciśnięto by mnie do lochu – od zbyt dawna karność opanowała ludzi, zbyt długo udawali już ją i przywiązanie do tego zelektryfikowanego Belzebuba, przecież nawet mówić po swojemu się oduczyli!
        Co robić? Zakraść się do pałacu? To przedsięwzięcie szalone. Cóż jednak pozostawało? Niesamowita sprawa: miasto, otoczone cmentarzyskami, na których w rdzę obrócone spoczywały hufce Kalkulatora, a on rządził dalej, silniejszy niż kiedykolwiek, pewny swego, bo Ziemia przysyłała mu wciąż nowe i nowe zastępy – szataństwo! Im dłużej myślałem, tym lepiej pojmowałem, że nawet to odkrycie, którego niewątpliwie musiał przede mną dokonać niejeden z nas, w żadnej mierze nie odmieniało sytuacji. W pojedynkę nic nie mógł zrobić, musiał zwierzyć się komuś, zaufać, a to pociągało za sobą natychmiastową zdradę, zdrajca, oczywiście, liczył na awans, na wkupienie się w szczególną łaskę machiny. Na świętego Elektrycego! – myślałem – geniusz to jest… I myśląc tak, zauważyłem, że i ja sam z lekka już archaizuję składnię i gramatykę, że i mnie udziela się ta zaraza, że naturalnym poczyna się wydawać wygląd żelaznych pałub, a ludzka twarz czymś nagim, brzydkim, nieprzyzwoitym… lepniaczym. Wielki Boże, wariuję – pomyślałem – a inni pewno dawno już sfiksowali – ratunku!
        Po nocy spędzonej na ponurych rozmyślaniach, poszedłem do magazynu w śródmieściu, kupiłem za trzydzieści ferklosów najostrzejszy tasak, jaki mogłem dostać i doczekawszy się zapadnięcia mroku, zakradłem się do wielkiego ogrodu otaczającego pałac Kalkulatora. Tu, zaszyty w krzewy, wyswobodziłem się za pomocą obcęgów i śrubokrętu z mego żelaznego pancerza i na palcach, boso, bez szelestu, wspiąłem się na piętro po rynnie. Okno było otwarte. Korytarzem, głucho dźwięcząc, tam i sam chodził strażnik. Kiedy odwrócił się plecami, w przeciwnym końcu korytarza, skoczyłem do środka, podbiegłem szybko do pierwszych z brzega drzwi i cicho wszedłem – ani mnie zauważył.
        Była to ta sama wielka sala, w której słyszałem głos Kalkulatora. Panował w niej mrok. Rozchyliłem czarną zasłonę i zobaczyłem olbrzymią, stropu sięgającą ścianę Kalkulatora ze świecącymi jak oczy zegarami. Z boku widniała biała szpara. Były tam jakieś nie domknięte drzwi. Zbliżyłem się do nich na palcach i powstrzymałem dech.
        Wnętrze Kalkulatora wyglądało jak mały pokój drugorzędnego hotelu. Z tyłu stała niewielka, wpółotwarta kasa pancerna z wetkniętym w zamek pękiem kluczy. Za biurkiem, zawalonym papierami, siedział podstarzały, zaschły mężczyzna w szarym ubraniu, z bufiastymi zarękawkami, jakich używają biurowi urzędnicy, i pisał, strona po stronie wypełniając zadrukowane formularze. Obok jego łokcia parowała szklanka herbaty. Na talerzyku leżało kilka keksów.
        Wszedłem na palcach, zamknąłem za sobą drzwi. Nie skrzypnęły.
        – Pssst – powiedziałem, unosząc tasak obiema rękami.
        Mężczyzna drgnął i spojrzał na mnie; lśnienie tasaka w mych rękach przyprawiło go o najwyższy strach. Twarz mu się wykrzywiła, spadł z krzesła na kolana.
        – Nie!! – jęknął. – Nie!!!
        – Jeżeli podniesiesz głos, marnie zginiesz – powiedziałem. – Kim jesteś?
        – Hę… heptagoniusz Argusson, wasza miłość.
        – Nie jestem żadną miłością. Masz mówić do mnie “panie Tichy”, zrozumiano?!
        – Tak jest! Tak! Tak!
        – Gdzie jest Kalkulator?
        – Pa… panie…
        – Żadnego Kalkulatora nie ma, co?!
        – Tak jest! Taki miałem rozkaz!
        – Proszę. Od kogo, możnaż wiedzieć? Drżał na całym ciele. Uniósł błagalnie ręce.
        – To się może źle skończyć… – jęknął – litości! Niech mnie pan nie zmusza, wasza mi – przepraszam! panie Tichy! – ja – ja jestem tylko urzędnikiem VI grupy uposażeniowej…
        – No, co słyszę? A Kalkulator? A roboty?
        – Panie Tichy, ulituj się! Powiem całą prawdę! Nasz szef – on to zorganizował. Chodziło o kredyty – o rozszerzenie działalności, o większą – e – operatywność… żeby badać przydatność naszych ludzi, a najważniejsze byty kredyty…
        – Więc to było sfingowane? Wszystko?!
        – Nie wiem! Przysięgam! Od kiedy tu jestem – nic się nie zmieniało, niech pan nie myśli, że ja tu rządzę, uchowaj Bóg! – moim zadaniem jest tylko wypełnianie akt personalnych. Chodziło o to, czy… czy nasi ludzie mogą się załamać w obliczu wroga, w krytycznej sytuacji – czy też gotowi są na śmierć.
        – A dlaczego nikt nie wracał na Ziemię?
        – Bo… bo wszyscy zdradzili, panie Tichy… jak dotąd ani jeden nie zgodził się ponieść śmierci za sprawę bryi – tfu, za naszą sprawę, chciałem powiedzieć, mówię to z przyzwyczajenia, niechże pan zrozumie, jedenaście lat tu siedzę, już za rok spodziewam się emerytury, ja mam żonę i dziecko, panie Tichy, błagam…
        – Zamknij gębę!!!! – rzekłem gniewnie. – Emerytury się spodziewasz, łotrze, ja ci dam emeryturę!!
        Podniosłem tasak. Urzędnikowi oczy wyszły z orbit; zaczął się czołgać do mych stóp.
        Kazałem mu wstać. Przekonawszy się, że kasa pancerna posiada mały, zakratowany lufcik, zamknąłem go w niej.
        – I ani mrumru! Żebyś mi się nie ważył łomotać ani stukać, drabie jeden, bo szatkownica!!
        Reszta była już prosta. Noc spędziłem nie najlepszą, bo wertowałem papiery – były to sprawozdania, raporty, formularze, każdy mieszkaniec planety miał własną teczkę. Umościłem sobie biurko najtajniejszą korespondencją, bo nie było na czym spać. Rano włączyłem mikrofon i wydałem, jako Kalkulator, rozkaz, by cała ludność zebrała się na placu pałacowym. Każdy miał przynieść ze sobą obcążki i śrubokręt. Kiedy się wszyscy ustawili jak gigantyczne figury szachowe z żelaza, rozkazałem, aby sobie poodkręcali nawzajem głowy, na intencję kapacitancji świętego Elektrycego. O jedenastej wyłaniać się poczęły pierwsze ludzkie głowy, zapanował tumult i chaos, podniosły się krzyki “zdrada! zdrada!” – które w kilka minut później, kiedy ostatnia żelazna bania z łoskotem spadła na bruk, przerodziły się w jeden ryk radości. Ukazałem się wówczas we własnej postaci i poleciłem, aby pod moim przewodem wzięli się do pracy – pragnąłem bowiem sporządzić z miejscowych surowców i materiałów wielki statek. Okazało się jednak, że w podziemiach pałacu znajduje się szereg statków kosmicznych, z pełnymi zbiornikami, gotowych do drogi. Przed startem wypuściłem z kasy pancernej Argussona, nie wziąłem go jednak na pokład i nikomu nie pozwoliłem go zabrać. Powiedziałem, że zawiadomię o wszystkim jego szefa, przy czym powiem mu, też możliwie wyczerpująco, co o nim myślę.
        Tak zakończyła się ta jedna z najniezwyklejszych moich przygód i podróży. Mimo wszystkich trudów i mąk, o jakie mię przyprawiła, rad byłem takiemu obrotowi rzeczy, gdyż przywrócona mi została, nadszarpnięta przez malwersantów kosmicznych, wiara w przyrodzoną zacność mózgów elektronowych. Jak to jednak miło pomyśleć, że tylko człowiek może być draniem.
        AMEN

        Polubienie

  18. @Maximus
    Jak jeszcze raz mi coś takiego zrobisz to obłożę Cię interdyktem i podciągnę to pod użycie siły fizycznej.
    A co do księży (osób konsekrowanych) to nie ja ich powoływałem, nie ja też będę ich sądził. Jedyne co jest w zakresie moich możliwości to zdefiniować problem i znaleźć drogę wyjścia. W tej chwili problem z mojego punktu widzenia polega ona na tym, że muszę obyć się w zasadzie bez duchownych, no bo albo „rżną głupa” albo wierzą, że to „wiosna Kościoła”. No, jest to problematyczne. No bo jeżeli nie ma sprzeciwu z ich strony na herezję tzn. ją popierają. Tu nie ma trzeciej drogi. Albo się jest przeciwko albo za. Milczenie w tym wypadku to zgoda na tę naukę. Ja już w Krakowie widzę rozwieszone flagi na budynkach sakralnych czy zakonnych z logo ŚDM. Zdaje się, że się będą prześcigać w udowadnianiu swojej gorliwości w tym nwowym „kościele”. No to co ja w tej sytuacji mogę dodać do takich słów:
    „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza. Dlatego powiadam wam: Każdy grzech i bluźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi nie będzie odpuszczone. Jeśli ktoś powie słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, lecz jeśli powie przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone ani w tym wieku, ani w przyszłym. Albo uznajcie, że drzewo jest dobre, wtedy i jego owoc jest dobry, albo uznajcie, że drzewo jest złe, wtedy i owoc jego jest zły; bo z owocu poznaje się drzewo.” (Mt 12:30-33; BT)

    Kapłani mogą myśleć, że ja i inni przeciwko nim spiskujemy, ale czy te wszystkie cytaty z Bergoglio są wyssane z palca? Czy ja piszę artykuły do gazet, robię fotografie, kręcę filmy? Przecież wszystko co jest tu podawane można sprawdzić, zweryfikować z 10x w te i we w te. Więc w tej sytuacji, która jest, ja sobie radzę poprzez wiarę w Wszechpośrednictwo Maryji. W każdym razie ja nie będę stał nad kapłanami z siekierą i zmuszał ich do walki o prawdę. Każdy wybiera sam i za to ponosi odpowiedzialność. Mój problem to jest, jak być samemu wiernym prawdzie.

    Polubienie

    • Jeszcze raz: Szczęść Boże Lolo!

      Nie wiem, co masz do mnie. Nie kazałem Ci chodzić z toporem na nikogo. Ja tylko chciałem pokazać, że z księżmi jest tak samo, jak z tamtymi ludźmi na planecie robotów. Chciałem pokazać, że księża, tak jak tamci zwiadowcy, są zniewoleni w systemie hierarchii, której ślubowali posłuszeństwo, a poza systemem nie widzą dla siebie możliwości funkcjonowania w społeczeństwie i obawiają się śmierci głodowej.
      Lem, choć formalnie był ateistą, to w tym opowiadaniu w piękny, artystyczny, pełen humoru sposób, zobrazował słowa Pana Jezusa: „Poznajcie Prawdę, a Prawda was wyzwoli.”.
      Tutaj Lem genialnie opisał psychikę zastraszonych ludzi, niemniej jednak końcowa scena nie była radą dla Ciebie, abyś rozwiązywał problem księży w sposób identyczny jak Iljon Tichy. Nie chodziło mi też, abyś przy pomocy siekiery, zmuszał księży do mówienia prawdy.
      Najlepsze rozwiązanie, w tej materii, proponuje Grzegorz Braun, tłumaczący, że społeczność wierzących katolików powinna zaopiekować się tymi księżmi, którzy wierzą jeszcze w Boga i zapewnić im możliwość funkcjonowania, w roli księży, poza strukturami hierarchii kościelnej, jeśli zajdzie taka potrzeba.
      Program Grzegorza Brauna „Kościół, szkoła, strzelnica i mennica” jest najlepszym rozwiązaniem naszych polskich problemów społecznych, w tym problemu rozpadającego się Kościoła Katolickiego.

      Nie przypuszczałem, że weźmiesz do siebie końcową scenę opowiadania. Księdzu, któremu wysłałem emailem to opowiadanie, przesyłałem też inne teksty, których sensu do końca wtedy jeszcze nie rozumiałem.
      Na przykład taki:
      „Januszu! Januszu! Musisz opuścić namioty grzeszników, musisz przestać z nimi przebywać, przestać z nimi jadać. Musisz opuścić namioty grzeszników. Dopiero wtedy uzdrowiona będzie Twoja dusza i dopiero wtedy będę mógł uzdrowić Twoje ciało.
      Musisz opuścić namioty grzeszników. Ty będziesz wiedział, co od Ciebie wymagam. Ty to będziesz wiedział. Będziesz wiedział, co znaczy – opuścić namioty grzeszników. Tyle razy to zdanie w swoim życiu czytałeś! Tyle razy!
      Moje Dziecko! Ja Ciebie kocham, Ja Ciebie bardzo kocham, ale to Ty sam musisz opuścić namioty grzeszników. I musisz być dzielny, bo Ja jestem z Tobą. Ja jestem z Tobą i nic złego Ci się nie przydarzy. Ja jestem Panem mocnym i Ja Cię ochraniam i bronię.
      Ty jednak musisz opuścić swojego wroga i iść przed siebie, tam, gdzie Ci wskaże Twoje sumienie. Musisz iść, nie przebywać w namiotach grzeszników. Musisz iść, a Ja będę iść z Tobą. Nigdy Cię nie opuszczę. Zawsze będę z Tobą i będę Twoją siłą i mocą. Ja będę uzdrawiał Twoje choroby, będę leczył Twoje rany i będę Cię karmił najlepszym pokarmem dla Ciebie tylko przeznaczonym.
      Musisz tylko opuścić namioty grzeszników. Musisz to zrobić, aby być wolny, aby pokonać zło, które Cię niewoli i zabija.
      Januszu! Ja będę z Tobą. Ja już jestem z Tobą. Jestem z Tobą zanim to jeszcze uczyniłeś. Ja już jestem z Tobą, więc niczego się nie bój, mój ukochany Synu. Niczego się nie bój. Ja Ci Błogosławię.”
      (Apokalipsa, Szymon Kuciel, str 141)

      Za księży też należy się dużo modlić i jeśli ma ktoś odwagę, to może się za nich ofiarować Bogu, ale też przecież Cię do tego nie namawiam. Nie chciałbym, żebyś tak znowu pomyślał, bo taką decyzję każdy musi sam podjąć we własnym sumieniu.
      Teraz już są księża, którzy próbują organizować wspólnoty z wiernymi, skierowane na rozważanie katechizmu i tradycyjnego nauczania Kościoła.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      Króluj nam Chryste!
      Maximus

      Polubienie

      • @Maximus
        Ha, ha, ha… Nie załapałeś. Tylko pierwsze zdanie było do Ciebie bo straśnie długi tekst jak na komentarz. Ha, ha, ha… I ja musiałem przez to przebrnąć… Mamusiuuu.
        Reszta to już komentarz do samej opowieści i sytuacja, w której my się znajdujemy z powodu Bergoglio. A jak to powiedział kard. Wyszyński: „takich będziecie mieli kapłanów jakich sobie wymodlicie”. Lecz jeśli oni idą za Bergoglio to w istocie nie mamy kapłanów – wybierają herezję. Zarówno my jak i oni muszą sobie uświadomić skutki takiego wyboru. I uświadomić sobie „bez znieczulenia”. Nie wiem ile osób ze sprzeciwiających się Bergoglio ma tak na prawdę tego świadomość. I świadomość tego, że w tej chwili z punktu widzenia „kościoła” bergogliańskiego osoby kwestionujące Bergoglio jako papieża i jego nauczanie stają się heretykami ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z tego wniosku.

        Polubienie

  19. Więc tak… Można udowodnić, że unieważnienie sakramentu małżeństwa skutkuje z jednej strony zbędnością stanu kapłańskiego – no, jako przewodnicy modlitewni, tacy pastorzy albo rabini na przykład – a z drugiej, że aborcja jest dopuszczalna. I nie musi to być uczynione poprzez odwołanie się do zakwestionowania Autorytetu Boga zawartego w Dekalogu.

    Polubienie

  20. @Korneliusz
    Popatrzyłem na te pakiety i w zasadzie bierze mnie obrzydzenie. A co do pożyczek to nie wiem i to napisałem, nie mniej koszty są duże. Jak wierni w swojej masie zorientują się, w którą stronę zmierza Kościół pod zarządem Bergoglio – sporo osób już jednak się orientuje – to ci wierni nie zrzucą się na długi. To zresztą da się już wyczytać w różnych wpisach przy okazji zachęt duchownych do życzliwości dla „uchodźców”, np.: nie dam już na tacę ani na Caritas.
    Więc nic nie jest przesądzone. Ja „moim” osobom konsekrowanym już powiedziałem przy okazji informowania o „osiągnięciach” Bergoglio, że „to nie jest już mój Kościół”. No bo czy jest mój jeśli króluje w nim herezja?

    Polubienie

  21. NATO i wschodnia flanka, niby wszystko pięknie ładnie, gdyby nie masońskie, satanistyczne odniesienia.

    1.
    illuminati – itanimulli – Słowa czytane na odwrót to ulubiona technika satanistów.
    Gdy do przeglądarki wpiszemy (do niedawna taki był właśnie adres tej agencji): http://www.itanimulli.org, to nastąpi przekierowanie na: https://www.nsa.gov/, czyli na: – NSA.gov – National Security Agency – Agencja Bezpieczeństwa Narodowego USA.

    2. (Przypominam).
    Projekt budowy Jedwabnego Szlaku prowadzącego z Chin do Polski.
    Lucyfer – Lcfr – LCFR – La Compagnie Financiere Edmond De Rothschild – grupa bankowa, która została utworzona przez francuskiego barona Edmonde de Rothschild, prezesa banku Edmond de Rothschild Group. Aktualnie 20% akcji tej grupy otrzymał BOC – Bank of China.

    Politycy sobie – gadu, gadu;
    Ludzie sobie – urlopy, wakacje;
    Tylko my jacyś „dziwni”, „niedzisiejsi” „nawiedzeni” – Zamiast mówić za światem: „róbta, co chceta” albo „carpe diem”, czyli „chwytaj dzień”, ciesz się chwilą, baw się życiem, to mówimy za Chrystusem: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1, 15) ; (pozwoliłem sobie na napisanie tych słów Pana Jezusa, tylko w innym kontekście – eschatologicznym).

    Polubienie

  22. W sumie rozumiem postawę kapłanów w większości. Mają ciepłą posadkę, jakieś źródło utrzymania, jakąś tam pozycję społeczną (na wsiach ludzie bardziej szanują i się liczą z księdzem). A teraz jak mieliby z tego zrezygnować i powiedzieć prawdę ? Zaraz suspensa i przykręcenie kurka z kasą, wylot z pracy. I gdzie pójdą? I co będą robić? A poza tym przecież jest posłuszeństwo. I trzeba być posłusznym papieżowi i się słuchać. Szczególnie jak to wygodne. Może w głowie coś tam dzwoni, że nie do końca się zgadza ideologicznie, ale przecież biskup też siedzi cicho, więc co ja tam będę wyskakiwać przed orkiestrę.
    Nie rozumiem tych pozujących na ideowców i buntowników. Tych odważnych, charyzmatycznych jak ks Natanek, którzy chwalą F. i wspierają jego działania względem islamitów. To jest dla mnie niepojęte. Może ktoś wie, dlaczego ks Natanek chwali F., bo dla mnie to jakiś kosmos.

    Polubienie

    • @JL
      A uważasz, że ks. Natanek jest tak całkiem w porządku? Przecież od strony doktrynalnej to on się posiłkuje objawieniami jakiejś tam pani – nie chce mi się szukać – która mówi, że on jest wybranym (czy coś w tym rodzaju) a on, że jej orędzia są wiarygodne. A jest przecież analiza tych objawień i zdaje się nie jedna, stawiająca pod znakiem zapytania ortodoksyjność tychże. Ale ja mam jeszcze prywatną opinię znajomego, który będąc w podstawówce znał Natanka kleryka. No i powiedział mi – parę lat temu – że obecny ks. Natanek wykradał kasę kościelną. Z jego uwag wynikało, że kleryk Natanek miał coś nie tak z głową. Poza tym niektórych doniesień byłych współpracowników (internet) wynika, że cała ta działalność ks. Natanka to tak na prawdę robienie kasy i ja mogę dodać, że przy okazji ośmieszanie słusznej skądinąd krytyki NWO. Jeśli chwali Bergoglio to jest coś w tym układzie „nie tak”.
      Zatem na pewno są w całej sprawie z ks. Natankiem dwie pewne rzeczy:
      1) kontrowersyjne „wizje”, do których odwołuje się ks. Natanek
      2) akceptacja Bergoglio jako Franciszka.
      Pozostałe moje uwagi można podciągnąć pod stronnicze podejście.

      To co ja uważam za konieczne to zachowanie ostrożności przy powoływaniu się na źródła krytyki. „Dezyderata z Baltimore” zawiera m.in. takie zdanie:
      „Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa.”
      Wiara, też można powiedzieć, że jest to pewien rodzaj interesu. Czasem dosłownie.

      Polubienie

      • Ps
        Człowiek tak wykształcony w teologii jak ks. Natanek nie powinien robić takich błędów doktrynalnych jak w przypadku tej pani od objawień oraz powinien mieć dystans do Bergoglio. Ale skoro kardynałowie milczą to reszta jak „owce przeznaczone na rzeź”. Dosłownie i w przenośni.

        Polubienie

      • @Lolo
        „1) kontrowersyjne „wizje”, do których odwołuje się ks. Natanek”.

        Ks. Piotr Natanek – „Ludzkość musi zwrócić się w kierunku Garabandal” – Fragment konferencji wieczornej z dnia 20.02.2014 r. na podstawie „Orędzia na czasy ostateczne, które właśnie nadeszły” 37-letniej wizjonerki Agnieszki Jezierskiej.

        „Wielu świadków relacjonowało jak Conchita (Gonzalez) unosiła się nad ziemią, co zostało również zarejestrowane na video. Podczas tych lewitacji dziewczynki unosiły się w powietrzu nienaturalnie wygięte. Zdarzały się też również bardzo nagłe upadki na ziemię, jakby ich ciałami ktoś z wielką siłą rzucał na kamienie. Próby sprowadzania wizjonerki na ziemię w trakcie tych lewitacji nic nie dawały.”

        Mi osobiście wystarcza poniższe zdanie. Z pewnością Matka Boża nigdy by nie rzuciła dzieci na skaliste kamienie.
        „Zdarzały się też również bardzo nagłe upadki na ziemię, jakby ich ciałami ktoś z wielką siłą rzucał na kamienie.”

        Źródło:
        http://www.fronda.pl/a/garabandal-jako-objawienie-szatanskie,35783.html

        Kościół – biskupi miejsca wielokrotnie negowali Boski charakter tych objawień.

        Szerzej:
        http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/172

        Jeśli więc przyjąć za opinią Kościoła (wielu specjalistów), że objawienia w Garabandal są diabelskie, to można przyjąć, że ks. Piotr Natanek jest fałszywym prorokiem, ponieważ popiera te objawienia oraz podejrzane objawienia pani Agnieszki Jezierskiej.

        Polubienie

      • @Korneliusz
        Opis lewitacji odpowiada temu co dzieje się niekiedy podczas egzorcyzmów.
        Ja osobiście, o czym wspomniałem już, kiedy pierwszy raz przypatrzyłem się ks. Natankowi w internecie, miałem odczucie „ciemnej mocy”, że określę to współczesnym językiem. Nie podaję tego – pierwszy raz to robię publicznie i kiedyś tylko wymieniłem uwagi z jedną siostrą zakonną i „miała to samo” – ponieważ wolę szukać nie odczuć a faktów. Odczucia mogą być mylące. Spotkałem w swoim życiu sporo osób z odczuciami i wizjami – nie jest to dorabianie faktów do ideologii – co nadawały się do leczenia psychiatrycznego, a przynajmniej na obserwację. Zatem wolę mówić/pisać o czymś co jest weryfikowalne, także u mnie. Nie nastręcza to wtedy problemów poznawczych. Ale nie przeczę, że miewam różne odczucia. 🙂
        W każdym razie w sytuacji ks. Natanka zachodzi w sumie problem posłuszeństwa. No można powiedzieć, że my też mamy ten problem, jest jednakże pytanie czy Bergoglio jest Franciszkiem, jeśli weźmie się pod uwagę nadużycia proceduralne w momencie wyboru i ewidentne głoszenie herezji. Zatem zgodnie z doktryną Kościoła mam prawo do wypowiedzenia posłuszeństwa. Taka sytuacja nie zachodziła w przypadku papieży do Benedykta XVI włącznie.

        @Ren5
        Co do zdrady zgoda ale musi to być udowodnione by formalnie wypowiedzieć posłuszeństwo albo musi być jawnie głoszona herezja. Sytuacja taka zachodzi w przypadku „Franciszka”. Adhortacja AL i inne wypowiedzi publiczne tego jawnie dowodzą.

        Polubienie

      • @Korneliusz
        Ps
        Co do „odczuć” to najlepiej sprawę wszystkich nadzwyczajności podsumował św. Paweł:
        „Dziękuję Bogu, że mówię językami lepiej od was wszystkich. Lecz w Kościele wolę powiedzieć pięć słów według mego rozeznania, by pouczyć innych, zamiast dziesięć tysięcy wyrazów według daru języków.” (1Kor 14:18-19; BT)
        Problem ze wszystkimi odczuciami, wizjami, ruchami charyzmatycznymi jest taki, że są to jednak rzeczy subiektywne a doznający tych rzeczy często mają skłonność do przeceniania własnej osoby.

        Polubienie

      • @Lolo

        „Opis lewitacji odpowiada temu co dzieje się niekiedy podczas egzorcyzmów.”
        Zgadza się, natomiast są też Boże lewitacje, przykład: św. Józef z Kupertynu.

        Święty mimo woli (1962) – końcówka filmu (na TV Puls wycięto fragment od 1 m. 45 s.):

        http://www.filmweb.pl/film/%C5%9Awi%C4%99ty+mimo+woli-1962-32540
        Uwielbiam ten film, jeśli Ktoś chce sobie poprawić humor, to polecam, można znaleźć w necie 🙂

        Ciekawostka, matkę świętego gra słynna włoska aktorka Lea Padovani, która spowiadała się w rzeczywistości u św. o. Pio, co zostało pokazane w filmie: Ojciec Pio (2000). Też bardzo lubię ten film.
        http://www.filmweb.pl/film/Ojciec+Pio-2000-36109

        Polubienie

      • @Korneliusz
        Oczywiście, że są, trochę świętych unosiło się w górę. Ale żaden takich „reklamówek” nie pragnął. A z tym „Pulsem” to mnie rozśmieszyłeś. Oni chyba uważają, że lewitacje to tylko na Wschodzie albo inna joga, ewentualnie. W internecie sporo jest filmików o różnych „mocach” buddystów czy joginow, nie wyłączając sztuk walki. Jeszcze by się okazało, że katolicy (a raczej Pan Bóg) nie takie rzeczy potrafią i cała narracja o przebrzydłym katolstwie w eb by wziela. Zresztą dzisiaj to Bergoglio będzie chyba zaspokajał w „katolicyzmie” popyt na cudowności.

        Polubienie

    • Słuchałam w zimie kazań Ks.Natanka i dosyć krytycznie opowiadał się o zdradzie na szczytach władzy w naszy Kosciele. Orędzia mnie nie przekonują ale z tego co zrozumiałam to ma zasadę modlić się i mówić dobrze o swoich wrogach np.Dziwiszu.

      Polubienie

  23. Nie powinniśmy powtarzać opinii innych i niesprawdzonych pomówień z cyklu „jedna pani drugiej pani”.
    Przez jakiś czas badałam na własną rękę, we własnym ograniczonym zakresie rozumienia rzeczywistości, fenomen ks.Natanka, słuchając jego kazań dostępnych na stronie christusvincit, przeczytałam parę książek, które wydaje, a nawet odwiedziłam pustelnię.
    To, co mówią ludzie, nie słucham, bo każdy postrzega rzeczywistość przez swoje ograniczenia. Jak ktoś wszędzie widzi pieniądze, to każdego posądza tylko o chęć zysku. Orędzia, które ks Natanek propaguje jakoś nigdy nie przyciągnęły mojej uwagi ani zainteresowania. Nie rezonują ze mną kompletnie. Ks. Natanek twierdzi że są teologicznie czyste i nie zawierają herezji. Być może, nie wiem. Wypowiadali się na temat orędzi teologowie krakowscy i oni wydali negatywną opinię, przy czym ich argumentacja, jak ją czytałam, w moim odczuciu była naciągana i trochę „pod zamówienie”. Typowe dzielenie włosa na czworo i szukanie dziury w całym.
    Z kazań ks Natanka bardzo dużo się dowiedziałam, szczególnie jeżeli chodzi o analizę encyklik przedsoborowych papieży, dobra analiza literatury nt objawień w Garabandal, informacji nt świętych i natury Kościoła, przekrętów modernistycznych w Kosciele, masonerii. Często między wierszami ciekawe informacje, rzucone niby tak sobie, a otwierające oczy na wiele kwestii. Starałam się słuchać kazań tylko opartych na nauczaniu Kościoła, a omijać te analizy z orędzi.
    W moim odczuciu działają w grupie zwolenników ks Natanka silne siły duchowe, działają moce nadprzyrodzone, a ich opieka jest dostrzegalna i wyczuwalna. Sukces materialny jest pochodną tej opieki i opiera się tylko na słowie: ludziom trafia do przekonania o czym ks mówi i sponsorują jego działania. Tylko jakie są to siły, to ja za słaba w uszach jestem, żeby to stwierdzić. Na pewno ks. Natanek ma wsparcie mocy nadprzyrodzonych, z którymi nie można zadzierać, bo się źle skończy.

    Polubienie

    • @JL
      Dlatego wypunktowałem to co jest pewne. Pozostałe rzeczy mogą niejako potwierdzać, że ta cała „niepodległość” ks. Natanka to pic na wodę i fotomontaż. Moje odczucie, jeśli jest o tym mowa to, że dla mnie z nim jest coś nie tak. Ale nie podałem tego jako argumentu. Odwołałem się do tego co jest weryfikowalne dla każdego. Co do innych portali „niepodległościowych” to możemy wiele dowiedzieć się np. z „wolnejpolski” czy portalu osoby o nicku „Marucha”. Problem w tym, że zdaje się np. „dzieckonmp” twierdzi, że oba są to WSI-owe portale, jak za przeciwny Polakom uznawana jest „Gazeta Warszawska” w odróżnieniu od „Warszawskiej Gazety”. Jako antypolskie uważa je także p. Józef Bizoń. Faktem jest, że oba z zapałem atakują Jana Pawła II. A co do „Gajówki” to dwa razy się tam z nimi ściąłem. Usłyszałem, żem małolat i głupi ale na proste pytania nie dostałem odpowiedzi. A pytania były w sumie kompromitujące przeciwników „novusa” dotyczyły bowiem praktyki odprawiania Mszy Świętej w rycie trydenckim, odnosiły się do procedury. Argumenty merytoryczne zostały zastąpione wyzwiskami. Toteż tam nie zaglądam, wchodzę sobie na „wolnąpolskę” a i to nieregularnie ale wiem jakie tam jest nastawienie do Jana Pawła II.

      Polubienie

      • Ps
        Przepraszam. Jedno pytanie dotyczyło Mszy Świętej w rycie trydenckim a drugie czego innego ale już nie pamiętam. W obu przypadkach dowiedziałem się tylko, żem jełop. I tyle by było „w temacie” profesjonalizmu w „Gajówce”.

        Polubienie

      • Tak, w Gajówce przeważnie panuje nieprzyjemna atmosfera. Mnie też się zdarzyło tam coś napisać w obronie JPII, bo oni, jak to lefebryści, najeżdżają na JPII nieprawdopodobnie. To mi się u nich nie podoba najbardziej, że najeżdżają strasznie na JPII, a bronią obecnego F., F. im idzie na rękę cały czas, a wiadomo przecież że tradycjonalistów nienawidzi i za każdym razem im dokopuje. A lefebrystom nie. Dziwne bardzo.

        Polubienie

      • @JL
        No popatrz, no to nie ja sam jeden… Nie wiedziałem, że Bergoglio i „Gajówka” mają się ku sobie. No i popatrz w tym towarzystwie i ks. Natanek, Ciekawe jak oni te swoją ortodoksję godzą z bergogliańskim widzeniem świata? A to byłby dowód na to, że walka z JP II jest w istocie walką z Tradycją wbrew werbalnym deklaracjom. Jest także walką z polskością.

        Polubienie

      • Na Gajówce też można spotkać krytyczne głosy w sprawie F., ale Gajowy je pacyfikuje twierdząc, że F. „ma papiery” na papieża i należy go traktować jak dopust Boży. Faktem jest że F. wykonuje bardzo przyjazne gesty względem lefebrystów, nawet w Roku Miłosierdzia uznał, że spowiedź u FSSPX jest tak samo ważna jak w KK mimo, że nie są oni w pełnej jedności. Zresztą przełożeni bractwa cały czas prowadzą rozmowy z F., są życzliwie przez niego przyjmowani w Watykanie.

        Polubienie

      • @JL
        Informacje, które podałaś w moim przekonaniu definitywnie „rozwiązują” problem „Gajówki”. Ciekawe zatem czy przypadkiem nie ma jakichś „papierów” na „Gajowego”?

        Polubienie

  24. ZNALEZIONE W INTERNECIE: „W pewnej dyskusji, ktoś mi odpisał w następujący sposób na temat Bergoglio posługując się Biblią. Napisał: Bergoglio objął władzę (jego koronacja) 19 marca 2013 roku, co dotyczy fragmentu Księgi Apokalipsy 13,5 : „A dano jej {bestii} usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy. ” 42 miesiące upływają 19 września 2016 roku. Jest to też dokładana data objawień w La Salette!!! W tym dniu oczekuje się, że przekaże on władzę Antychrystowi, co ponoć także opisują proroctwa z La Salette… POZOSTAŁ NAM ROK CZASU, ABY DOŚWIADCZYĆ WIELU RZECZY…. To wszystko jest niesamowite.
    Czy do was dociera w jakich my żyjemy czasach?
    8dniprzed.blogspot.com/search

    Polubienie

    • @RYCERKACHK
      Ha, ha, ha… No jasne, ze dociera. To pytanie raczej należało by skierować do redaktorów i czytelników np. „Gościa Niedzielnego”. Jak mniemam, wszyscy ci którzy tu piszemą czy tylko czytają zdają sobie sprawę z wyjątkowości czasu w jaki dane jest nam żyć. I wyzwań jakie się z tym wiążą. A jak czego jeszcześmy nie uświadomili sobie to sobie dopowiemy. Howgh. 😀

      Polubienie

  25. Wziąłem sobie do ręki ostatni nr „Polonia Christiana” (nr 51, lipiec – sierpień 2016 r) i czytam sobie art. „Gdzie są dziennikarze Chrystusa” – początek jest w internecie. I tak mam trzy fragmenty:

    I
    „I tak, w polskich pismach katolickich czytamy na przykład o dokumencie pisanym niezwykle ciepłym językiem, o językowej rewolucji, o papieżu, który z właściwą sobie wrażliwością kieruje uwagę również ku tym, którzy pod względem rodzinnym znaleźli się w sytuacji „nieregularnej”, o szukaniu dobra także w tych sytuacjach, które nie realizują ewangelicznego ideału małżeństwa, o bardziej zindywidualizowanym podejściu do osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Jakby tego było mało, lektura tych pism pozostawia wrażenie, jakby przełomowe słowa jednego z przypisów zawartych w adhortacji (w których Ojciec Święty zdecydował o możliwości „warunkowego” dopuszczenia rozwodników do sakramentów) tak na prawdę już od dawna obowiązywały.”

    No, najbardziej mi się podoba ten: ewangeliczny ideał małżeństwa do którego zdaje się, się nie dorasta, jak w przypadku rad ewangelicznych, że tylko wybrani… Nie było jakiejś herezji związanej z tym dorastaniem do ideału?… Katarzy czy coś w tym stylu…

    II
    „Tyle, że kontynuując metaforę – do „korporacji KRK” należą nie tylko duchowni, ale też i świeccy, którym niewielu dziennikarzy pragnie wyjaśnić zamieszanie.
    O jakie zamieszanie zaś chodzi? Otóż polscy biskupi konsekwentnie bronili nierozerwalności małżeństwa podczas synodu, przypominając, że nie można zmieniać nauczania Chrystusa. Jednak po opublikowaniu adhortacji (która zdaniem nie tylko jej przeciwników, ale i entuzjastów, może zezwalać na dopuszczenie do Komunii Świętej osób żyjących w stanie permanentnego grzechu ciężkiego) stwierdzili, że „nic się nie zmieniło”. Tyle tylko, że tuż za miedzą biskupi masowo deklarują radość ze zmian w podejściu duszpasterskim do rozwodników żyjących w nowych związkach i zachęcają ich do przyjmowania Komunii Świętej. No to jak jest?”

    Ciekawe jak oni to w sumieniu godzą? Bo od strony formalnej… a i tak, wychodzi na to, że jest to zdrada Chrystusa. No to schizofrenia (ileż szpitali będzie potrzeba bo w końcu ze 30 tys. duchownych):

    III
    „Nasi biskupi znajdują się w niełatwym położeniu. Z jednej strony papież oczekuje od nich opracowania i wprowadzenia konkretnych rozwiązań korespondujących z treścią adhortacji, a z drugiej – przecież nie wystąpią przeciwko Chrystusowemu nauczaniu o nierozerwalności małżeństwa… Jakoś jednak trzeba wyjść naprzeciw oczekiwaniom przytulenia takich osób niczym kochająca matka. W episkopacie pojawił się już nawet pewien pomysł – oto żyjący w związkach niesakramentalnych mieliby podczas Komunii Świętej podchodzić do ołtarza po „specjalne błogosławieństwo”
    Gdyby temat nie był tak poważny, można by zapytać, co z pozostałymi osobami niepozostającymi w stanie łaski uświęcającej: kłamcami, złodziejami, zabójcami i niezliczoną rzeszą pozostałych kategorii grzeszników? Dlaczego dla nich ma wystarczyć „zwykłe” błogosławieństwo udzielane na zakończenie Mszy Świętej, podczas gdy rozwodnicy mają się cieszyć specjalnymi przywilejami?

    W królewskim mieście będą wówczas [ŚDM – przyp. mój] gościć również biskupi z Niemiec. Ci sami, którzy potwierdzają, że Amoris laetitia napisano po ich myśli. Ci sami, którzy deklarują, że dokument ów to nie koniec, ale początek wielkich zmian w Kościele.
    Pytanie czy owe kolejne zmiany zostaną wówczas dostrzeżone przez polskie tygodniki katolickie?”

    No, to niemieccy biskupi nas odwiedzą… W PRL-u to bym powiedział, że IRCha przyjechała… Ha, wygląda na to, że tak jak Niemcy kontrolują nas poprzez aparat biurokratyczny UE tak episkopat niemiecki przybędzie z „wizytą gospodarską” skontrolować polaczków w cieniu Bergoglio: „tylko wicie, rozumicie mi tu nie podskakujta”. Jak to było w „Misiu”… „słuszną linię ma nasza Partia”.

    Polubienie

  26. Ostrożnie z oceną ks Natanka, nie znamy wszystkiego, natomiast co do orędzi p.A. to się one nie sprawdziły i można je spokojnie pominąć…
    Ks. Natanek, ks Bergoglio, ks Dziwisz to ciągle księża i nie wolno mam smiertelnikom ich potepiac. Należy potepiac złe czyny i sądy, za nich jednak sie modlić.
    Przyznaję, że za niektórych ciężko mi się modlić. Św. Pawel: nie za wszystkich się należy modlić…
    Za klaplanow chyba jednak tak…

    Polubienie

    • @Zorrro
      To że mają ważne święcenia nie zmienia faktu herezji. Luter też był fachowcem: „niemiecki reformator religijny, teolog i inicjator reformacji, mnich augustiański, doktor teologii, współtwórca luteranizmu” (Wikipedia). Ludzie ci coś głoszą korzystając ze swoich uprawnień, swojego mandatu nauczycielskiego, który legalnie zdobyli, co jeszcze bardziej przyczynia się do zwodzenia. No bo np. ja,, żadnych formalnych uprawnień, żadnego urzędowego autorytetu „nie posiadam”. Po prostu ja coś tam twierdzę, posiłkuję się argumentami ale to wszystko. Wobec czego na kim ciąży większa odpowiedzialność w przypadku pomyłki? Kto ma większą możliwość zwiedzenia ludzi, przy założeniu, że obie strony mają możliwość popełnienia herezji w sytuacji „albo-albo”. W tym wszystkim jest jeszcze jeden fundamentalny szkopuł…
      Jeśli ktokolwiek głosi herezję to tym samym pozbawia się Ducha Świętego, nawet a może szczególnie wtedy gdy sprawuje formalny urząd. I każdy kto go słucha wpisuje się w krąg nieobecności Ducha Świętego, dlatego że odchodzi od prawdy. I żeby nie wiem jaką sofistykę uprawiać czarny kolor nie stanie się od tego białym. Zresztą świetny przykład takiej sofistyki jest przedstawiony artykule, którego fragmenty wcześniej cytowałem. Jak to było… U nas „bez zmian” a „za miedzą” „początek wielkich zmian” w „radości miłości”. Konia z rzędem temu jak to pogodzić w ramach jednej doktryny. Przypomina się słynne: zjeść ciastko i mieć ciastko:
      No i na jednej scenie będziemy mieli biskupów, którzy mówią: Komunia Święta dla rozwodników – „tak”, i tych co mówią: Komunia Święta dla rozwodników – „nie”. Powiedz mi jaką ostrożność i w jaki sposób ja mam zachować?
      A pośrodku tego „Franciszek”. Lecz chyba nie tak całkiem po środku… Raczej całkiem „za miedzą”. Werbalnie mogą być próby godzenia… no raczej omijania problemu. Proszę Cię, w takim razie jak mam zachowywać ostrożność to spróbuj mi pogodzić te dwa stanowiska.
      Więc wracając do Ducha Świętego, w przypadku herezji mamy wydmuszkę. Zewnętrzna struktura bez zmian – do czasu – a w środku doktrynalna pustka. Tu świetnie pasują słowa z Apokalipsy:
      „Ja świadczę każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: jeśliby ktoś do nich cokolwiek dołożył, Bóg mu dołoży plag zapisanych w tej księdze. A jeśliby ktoś odjął co ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg odejmie jego udział w drzewie życia i w Mieście Świętym – które są opisane w tej księdze.” (Ap 22:18-19; BT)
      Złamanie sakramentu małżeństwa jest „odjęciem ze słów” Chrystusa. Nie przeraża mnie to, że zostanę wyłączony, ekskomunikowany formalnie. Najgorsze co może przerażać w tym nie jest zakaz bycia w „kościele” – tak chyba można to nazwać – ale fakt, że z ekskomuniką wiąże się kara piekła. Zatem jaką moc ma ekskomunika nałożona przez zwolenników herezji? Nawet jeśli przywódcą ekskomunikujących jest człowiek sprawujący Urząd św. Piotra od strony formalnej?

      ” Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili. Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie, mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlono. Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci. Wiemy, że każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka. Wiemy, że jesteśmy z Boga, cały zaś świat leży w mocy Złego. Wiemy także, że Syn Boży przyszedł i obdarzył nas zdolnością rozumu, abyśmy poznawali Prawdziwego. Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego, Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem wiecznym. Dzieci, strzeżcie się fałszywych bogów.” (1J 5:14-21; BT)

      Polubienie

      • Ps
        Dzisiaj znowu było, że bez ŚDM zbawienia nie ma. No przesadzam ale sami „wicie rozumicie” taki „trynd”. Jak oni będą to później odwoływać o ile będą?

        Polubienie

      • Podpisuje się pod tym co.napisales obiema rękami, naparzaj ile wlezie, bo PRAWDA JEST NAJWAZJIESZA, sam tak zresztą robię, ale nie wolno nam zapominać, że to są osoby wyświecone i mimo, że straszliwie bladzą winniśmy pamiętać, że tylko Bóg może potepiac.
        PRAWDA PONAD WSZYSTKO!

        Polubienie

      • Podpisuje się pod tym co napisałeś obiema rękami, naparzaj ile wlezie, bo PRAWDA JEST NAJWAZNIESZA, sam tak zresztą robię, ale nie wolno nam zapominać, że to są osoby wyświecone i mimo, że straszliwie błądzą,winniśmy pamiętać, że tylko Bóg może potepiac.
        PRAWDA PONAD WSZYSTKO!

        Polubienie

      • @Kornelisz
        Z podejścia jakie prezentujesz wynikają skandale pedofilskie (kolejna sprawa to ich skala i kiedy były). Osoba wyświęcona – więc nie podejmowano działań jakie należało podejmować. I co z tego wyszło ? Bycie osobą wyświęconą do czegoś zobowiązuje. Napiętnowanie osób wyświęconych powinno być dużo silniejsze niż wszystkich pozostałych

        Polubienie

    • Cudne… Zdaje się, że w końcu niektórzy (przynajmniej) hierarchowie mają dość i w końcu uznali, że „pudrować” wrzodu dalej się nie da. Szkoda, że nie polscy ale dobre i to. W końcu Kościół jest Katolicki. Kto powiedział, że w Polsce musi przetrwać? Jan Paweł II ongiś zadał pytanie: „czy Polska będzie istnieć?” No jak się znowinkuje „po niemiecku” a wygląda na to, że w tym kierunku idzie, przynajmniej u hierarchii, to nie będzie do kogo zadawać takiego pytania.
      A swoją drogą… wyobrażasz sobie jakby to było gdyby na ŚDM pojawiły się dwie grupy z transparentami. Na jednym transparencie: „Komunia Święta dla rozwodników – tak” a w drugiej grupie transparent: „Nie dla Komunii Świętej dla rozwodników”. Ha, ha, ha… jeszcze by jaka bijatyka wyszła i „światowe media” miały by używanie oczywiście na „ekstremistach” po „postępowcy” to przecież sama „sól ziemi”, „łagodne owieczki”. Nie wspominam o innych możliwych napisach ale i tak „Franciszek” stara się abyśmy co rusz czymś się ekscytowali. No, przecież jest tak nudno w KK, że jakby nie było „Franciszka” to trzeba by go było wymyślić. A tak to się „pogłębiamy”, „pogłębiamy”… „Wypłyń na głębię”: „Potem ujrzałem Bestię wychodzącą z morza”… (Ap 13:1; BT)
      Nie skreślę tego ale jeszcze „GW” może zainteresować się takim pomysłem i coś zorganizować. Parę autobusów i powód do uciszenia wiernych Tradycji.

      Polubienie

      • Ps
        Biedne te „moje” osoby konsekrowane… Dzisiaj im powiedziałem o tych dwóch biskupich frakcjach na ŚDM… Ma się to zacięcie sadystyczne… Hmm, „zemsta jest słodka”. No uciekają… ja „jestem ważny”. Ale nie dałem się zwieść i dałem słuszny odpór, no i zostałem sam w okolicy… Ale jeszcze tyle dni przed nami… Howgh.

        Polubienie

      • @Lolo
        Jeśli poszerzysz swoją okolicę na całą Polskę, to z pewnością nie jesteś sam 🙂
        (Trzeba myśleć pozytywnie, w końcu jesteśmy chrześcijanami, a także nie samymi osobami konsekrowanymi człowiek żyje – tak sobie żartuję 😀 ).

        Można powiedzieć, że samymi są osoby, które przyjmują nauczanie papieża Franciszka (odnośnie „plusów ujemnych”), bo jak wcześniej napisałeś: „…każdy kto go słucha wpisuje się w krąg nieobecności Ducha Świętego, dlatego że odchodzi od prawdy.”

        Polubienie

      • @Korneliusz
        „a także nie samymi osobami konsekrowanymi człowiek żyje”

        No nie wiem, ja na śniadanie przynajmniej jedną muszę wp….. Na wolnym ogniu, przypiekana jest najlepsza. Można jeszcze ugotować, tak powoli, z rozmysłem, delektując się aromatem… Ale nie, z rusztu najlepsiejsza… Kiedyś – z ponad rok temu jak jeszcze tam pisałem – mi jedno dziewczę newageowskie ps. „Medium” na „ZnZ” napisała, że my sakralizujemy ludożerstwo. No nie będę Ci opisywał bardziej lub mniej smakowitych szczegółów mojej odpowiedzi, zwłaszcza że tekst poświęciłem wyświęconym osobnikom męskim.

        Z tą okolicą to masz na myśli „igłę w stogu siana” czy to, że „Amerykanie zrzucili stonkę”? 😀
        Bo wiesz, jak napisałem wcześniej, dzisiaj też było, że ŚDM „lekiem na całe zło”. Wiem! Poszukam koniczynki albo jakiegoś innego kwiatuszka i jak pojawią się biskupi niemieccy obok polskich to będę sobie wyrywał listeczki i „kocha, nie kocha”, „adhortacja tak, adhortacja nie”, „lunapar dobry, lunapar zły”.

        Polubienie

      • @Lolo
        Miałem na myśli raczej zapałkę „w stogu siana” 😀

        Jak widać, jak mawiali komuniści, kto ma media, ten ma władzę, tak więc propaganda od dawien dawna ma się dobrze. Kiedyś za komuny była to stonka, teraz imigranci, których my chrześcijanie na własną zgubę mamy przyjmować…

        (Zresztą rzeczywiście w Mielnie na plaży nad morzem widziałem wówczas miliardy tych stworzonek. Ulubiona zabawa dzieci – pakowanie stonek do toreb foliowych i zakopywanie w piasku, swoją drogą, przynajmniej Sanepid się nie czepiał 😀 ).

        Polubienie

      • @Korneliusz
        Ta Twoja „zapałka” daje różne możliwości. W każdym razie potrzebna by była iskra… Jest niebezpieczeństwo, że z tego wyjdzie ino „słomiany zapał” i popiół…
        A poza tym… NIE NA ZGUBĘ tylko dla naszego szcynścio. No może bardziej babów bo jak wiadomo amoris albo umrzeć. A my to zaraz do Allaha. Żeby być choć kozą… Muszę się zorientować bo skoro p. Krzysio Bęgowski mógł to może „postęp” poszedł na przód i mam jakąś perspektywę? Ach to miłosierdzie… No popatrz, żyć się bez niego nie da… A z nim, to teraz, tym bardziej…
        Aj doloż moja doloż… żeby choć kozom.

        Ps
        Tak przy okazji. Czy Ty sugerowałeś, żeby nase „scynście” do woreczków i zakopywać? Ale ja takiego dużego woreczka nie mam… no i plaży w pobliżu…

        Polubienie

      • @Lolo
        Wiem, że potrafisz myśleć wielowątkowo, tym razem jednak (odnośnie zakopywania stonek) w mojej wypowiedzi nie było „drugiego dna”.

        Jeżeli chodzi o zapałkę, to sobie pomyślałem, że jeżeli coś jest złe, zepsute, to może lepiej to coś rozsadzić od środka i niech zgnilizna wypłynie robiąc miejsce zdrowej tkance…

        Pani Anna Grodzka ma rodzonego syna, a go nie urodziła – to jest sztuka 🙂

        Polubienie

      • @Korneliusz
        No wiesz Twój kontekst stonkowo-imigrancki właściwie sam narzucał pewne rozwiązania. 😀
        A p. Barack… bardzo twarzowy ten jego ubiór, no i wiele tłumaczy… 🙂 🙂 🙂 To można przerobić proletariuszy na: islamiści wszystkich krajów łączcie się. Będzie tera religijnie. Metody bez zmian ale za to jaka motywacja pobożna…
        Nie wiem czy jest to myślenie wielowątkowe, ale po prostu „widzę” pewne możliwości i bywa, że mnie bawią.
        Wracając jeszcze do zapałki to widać te samą możliwość mieliśmy na myśli, chociaż ja wziąłem też pod uwagę „płomień”, który idzie jak burza i zmienia świadomość. Taka iskra. W każdym razie sytuacja w naszym kraju jak mi się wydaje stwarza pewne możliwości w swej niepewności. Pożyjemy, zobaczymy.

        Polubienie

      • @Lolo

        Tak…, my mamy szczęście, szkoły kończyliśmy (jak się wcześniej wyraziłeś, że nie z jednego pieca chleb jadłeś – ja chyba też), głodni nie chodzimy, wyciągnęliśmy pewne wnioski, więc mamy czas na nadbudowę (że się tak po socjalistycznemu wyrażę).

        Twoje rozważania przypominają mi dociekania krytyków filmowych co do „wiekopomnych dzieł” reżyserskich. Jakiś reżyser (nie pamiętam który) powiedział mniej więcej tak: nie wiedziałem, że to miałem na myśli. Powiem więc tak, nie wpadłem na taki kontekst, jak zasugerowałeś, ale chciałbym wpaść 🙂

        Polubienie

  27. Wśród wielu szkodliwych wypowiedzi F. nie wiadomo co jest najgorsze, ale mnie najbardziej przeraża jego nawoływanie do niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej poprzez oddanie Europy islamitom zwanym dla niepoznaki „uchodźcami”. Wspieranie agresywnej inwazji na kraje kiedyś chrześcijańskie, a dziś coraz bardziej islamizowane, to zagłada całych narodów w niedalekiej przyszłości.
    Na szczęście jest paru hierarchów rozsądnie myślących o tej sprawie, ale co z tego skoro episkopat już podpisał zobowiązania do przyjmowania tzw”uchodźców, caritas się w to włączył. Umowy zostały podpisane, a tu nagle bp Dec powiedział parę słów prawdy:
    http://www.pch24.pl/bp-dec-w-czestochowie–nie-mozna-europy-oddac-islamowi-,44544,i.html

    Polubienie

    • „Dyrygentom współczesnej Europy trzeba ciągle przypominać, że Europę zbudowali chrześcijanie i że jej najcenniejsze osiągnięcia wyrosły z gleby chrześcijańskiej… Ta iskra duchowa, uzdrawiająca może wyjść z katolickiej Polski. Dlatego też z Jasnej Góry wołamy: „Europo, przyznaj się do Chrystusa. On i Jego Ewangelia mogą cię ocalić, w Nim jest twoja przyszłość.”

      A bp. Dec nie boi się, że będzie ekskomunikowany? Bo mnie się coś przypomina o tym, że wg. Bergoglio Islam jest w sumie dobry, że Europa ma wiele korzeni, że katolski kolonializ, no i państwo laickie jest najlepsze:
      „Dzisiaj nie sądzę, że istnieje obawa wobec islamu jako takiego, ale ze strony ISIS, która po części wyszła z islamu i jej wojennych podbojów”
      “obawia się wysłuchiwania o chrześcijańskich korzeniach Europy, ponieważ dla niego mają one “kolonialny” podtekst”
      „Uważam, że wersja laicka, której towarzyszy solidne prawo gwarantujące wolność religii, stanowi punkt odniesienia, by móc iść naprzód”

      (cytaty: wywiad dla „La Croix”
      http://www.la-croix.com/Religion/Pape/INTERVIEW-Pope-Francis-2016-05-17-1200760633 tłum:
      http://newsweb.pl/2016/05/26/papiez-franciszek-znowu-szokuje-europejki-musza-rozmnazac-sie-z-muzulmanami-mowi-w-wywiadzie-dla-francuskiej-gazety/
      http://newsweb.pl/2016/05/18/papiez-franciszek-panstwa-musza-byc-bezwyznaniowe-glowa-kosciola-znow-przeczy-nauczaniom-kk/ )

      Ale że bp. Dec starszawy już nieco to pewnie gdzieś się tam uchowa. Albo się mu zrobi eutanazję incognito… Howgh.

      Polubienie

    • @WojtekP
      Bardzo się mi podobało. Ciekawe, że pisze to Żyd a nie żaden nie-Żyd i to w dodatku o patriotyzmie… Czyżby miało nastąpić oczekiwane nawrócenie Żydów? Problem z nimi jest taki, że ich część elit tworzy strukturę kierownictwa sprawczego w globalnej zbrodni. Reszta populacji albo się boi albo nie wie o tym. Niestety formacja wychowawcza u Żydów powoduje, że uważają się za wyjątkowych pośród wszystkich ludzi i roszczą sobie prawo do nadzwyczajnego traktowania. Wykorzystują zresztą w tym celu tzw. religię holokaustu. Takie zachowania siłą rzeczy „produkują” anty-semityzm, które to określenie też jest nadużyciem bo akurat Semitów wśród współczesnych Żydów to na lekarstwo o czym informują oni sami w swoich własnych materiałach źródłowych. Ze mną jest o tyle pewien problem, że trudno oskarżać mnie o bycie anty-semitą, więc bezkarnie – powiedzmy – mogę sobie snuć różne wnioski – jednemu wolno innemu nie, i co mi zrobicie? 😀 Moja mamusia z Małopolski, z regionu gdzie Żydów było przynajmniej 50% przed II wojną światową, więc kiedyś sobie w gronie rodzinnym dyskutowaliśmy na ten temat i nie doszliśmy do tego czy był czy nie było jakiegoś mezaliansu u przodków. 🙂 🙂 🙂 Chociaż ja „z widoku” to przysłowiowy czysty typ słowiański; nos prosty, oczka niebieskie, włoski (resztka) w kierunku jasnym. No i pamięć raczej taka dziadowska. A ja w dodatku wychowany w tradycji polskiej osadzonej w katolicyzmie. Więc gdzie u mnie szukać Żyda? Tatuś z innego regionu i podpadał by pod Krzyżaków a ja znowu z regionu wg. konstytucji niemieckiej rdzennie germańskiego, zdaje się. Ma się to pochodzenie… Niestety stan majątkowy nie odpowiada wyobrażeniom o żydowsko-krzyżackim pochodzeniu. W każdym razie kiedy miałem problem ze zidentyfikowaniem swoje przynależności pochodzeniowej – miałem coś takiego – to rozwiązałem to poprzez katolicyzm. Zatem jestem katolikiem nie dlatego, że mnie tak wychowano ale dlatego, że tak wybrałem mimo, że mnie tak wychowano.

      Polubienie

    • @Korneliusz
      Ciekawe jest to zestawienie… 🙂 Chociaż Bernadecie Matka Boża obiecała:
      „Ja obiecuję uczynić cię szczęśliwą nie na tym świecie, ale w następnym” (http://www.marypages.com/bernadettePolski.htm)
      I to by korelowało z Fatimą, zwłaszcza jak się czyta o prześladowaniu wiernych Tradycji. A swoją drogą te słowa: „Ja obiecuję uczynić cię szczęśliwą…”…
      Przecież tylko Bóg ma władzę uszczęśliwić człowieka. Czyż nie? On jest Szczęściem. Opis z Księgi Rodzaju ukazuje utratę raju w momencie kiedy człowiek odwraca się od Boga. Utratę szczęścia w sensie zarówno duchowym jak i będącym następstwem tego, materialnym. A tu: „Ja obiecuję uczynić…”. No to jak nie jest to WSZECHPOŚREDNICTWO to ja nie wiem co to jest? Przecież to prerogatywa samego Boga, czynić szczęśliwym. Zatem szczęście jest uzależnione od woli Maryji. No chyba, że objawienia z Lourdes są fałszywe…
      Dlatego Maryja jest tak wyjątkowa.

      Polubienie

      • Ps
        Dlatego jeśli ktoś „uderza” w Maryję, w kult maryjny pozbawia się Szczęścia, oddziela się od Prawdy. Np. „nasz drogi papież F.” (stosuję w tym przypadku cudzysłów aby było to odczytane jako jedna fraza) owszem chwali Maryję ale jednocześnie potrafi powiedzieć coś o tym, że miała Ona pretensje do Boga – nie chce mi się szukać źródłowego cytatu. To byłby dowód na hipokryzję „papieża” i że tym samym nie jest on „z Boga”. Zresztą analiza aktu „zawierzenia” Maryji przez Bergoglio, którą na tym portalu prezentuje @Bernard, mówi sama za siebie.

        Polubienie

  28. Co do wypowiedzi F. o NMP:”… mogłaby mieć pretensje do Boga.” To chytre sformułowanie trybu przypuszczajacego a nie twierdzacego, ma za zadanie wykreowanie polemiki i szukanie prawdziwych intencji Bergoglia
    Bardzo cwany chwyt, bowiem nie można mu zarzucić, że tak myśli, tylko sugeruje, że tak mogłaby pomyśleć NMP, ale w domyśle: nie mamy dowodów na to, bo NMP ciągle skrywala swoje rozważania.
    Jednak sam fakt zbudowania napięć wokół tych przypuszczen jest paskudny i nic dobrego o samym autorze powiedzieć nie może. Jest to jednak rodzaj przewrotnosci,
    Prawemu sercu takie wątpliwości nie pojawiają się.

    Polubienie

    • @Zorrro
      Dziękuję ale jeszcze jakbyś pamiętał link. W każdym razie to jest typowa metoda masońska – sugestie. Dyskretne zachwianie wiarą: a może jednak. Niby nic ale może coś tam było na rzeczy. No i jak to jeszcze mówi PAPIEŻ… Z papieża to on ma tylko tytuł jakim go nazywają inni choć sam tytułuje się jako „biskup Rzymu” albo jako Ojciec Święty (Adhortacja AL no i Benedykt XVI w przemówieniu z okazji święceń – być może chciał mu przypomnieć jaką funkcję sprawuje, „umacniania w wierze”, ale to domysł. W każdym razie ja do wszystkich słów Benedykta podchodzę z ostrożnością ze względu na niejasność jego sytuacji, np. możliwość szantażu albo niechęć do budowania rozłamu, ew. ubezwłasnowolnienie Benedykta przez, jak to niektórzy formułują, „sektę watykańską”)

      Polubienie

  29. Rozmawiałem sobie z kolegą. I tak mu mówię o tych „frakcjach biskupich” na jednej scenie. A on mi na to:
    „A słyszałeś, że „Franciszek” będzie święcił agencje towarzyskie?”
    Sam to wymyślił na poczekaniu. I aż mu zazdroszczę… 😛

    Polubienie

  30. Jak się przeczyta „Mistyczne Miasto Boże” Marii z Agredy to nic nie ma prawa się zachwiać. Może jedynie się utwierdzić wiara ,że heretyk F. atakuje i to z coraz większą siłą prze do utworzenia jednej światowej religii pod przewrotnym hasłem: wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. A idąc dalej zapewne ogłosi, że znosi grzech, ponieważ Bóg jest tak miłosierny, że
    wszystko wybacza. No cóż, wiemy jak ostatecznie skończy Fałszywy Prorok ale ile jeszcze będziemy musieli znieść jego „panowania” ?

    Polubienie

    • @ada
      Słyszałaś o szatanie? Najbliżej Boga ze wszystkich duchów czystych. Odpadł na samo dno. „Mistyczne Miasto Boże” dobre jest na początek drogi, ale jeśli się na tym etapie zatrzymasz to „po Tobie”. I żadna książka nie da Ci siły do przeciwstawienia się złu. Co najwyżej wskazówki gdzie szukać tej siły. I kiedy przychodzą trudności zazwyczaj wszystkie dobre rady idą w kąt.

      Polubienie

    • @Rafał

      Im mniej młodych oraz starszych naiwnych bądź nieświadomych Osób (przyjeżdżających przecież w dobrej wierze) przybędzie na ŚDM tym lepiej…

      Taka jest prawda o „naszym drogim papieżu F.”.

      Polubienie

      • @Korneliusz
        Ale bez względu na ilość przyjeżdżających, to dopiero początek drogi. I spocząć na laurach nie można. Walka zaczyna się właściwie każdego dnia od początku. ŚDM to tylko etap. Ani sukces nie może przewrócić w głowie, ani porażka załamać. Praca u podstaw. Każdego dnia od początku.

        Polubienie

      • Pożyjemy, zobaczymy. Natomiast bardzo ciągle mnie interesuje jak oni funkcjonują ze świadomością, że pod ortodoksję podstawiają herezję. Nie ważne w tym co Bergoglio powie, jeśli nie odwoła – jak chcieli biskupi Amerykańscy, zdaje się – Adhortacji AL. Przy aktualności AL i paru innych jego wypowiedzi, i tak jest heretykiem. A wczoraj taka jedna osoba konsekrowana, dosyć wykształcona, obyta w różnych niuansach teologicznych mówi mi, że w AL są takie „ciepłe słowa”. Niestety cułość na pierwszym miejscu. To przypadłość kobiet. Dobre w różnych miejscach ale na pewno nie w teologii. Akurat jej powiedziałem o tym jakie dowcipy ludzie potrafią wymyślić:
        „Co zrobi „papież” jak przyjedzie do Krakowa? Poświęci agencje… towarzyskie”
        Swoją drogą agencji w Krakowie w bród więc byłoby co robić.
        Ale wracając… więc mówię jej, że i „łyżka dziegciu w beczce miodu” załatwi cały miód. No i skończyliśmy rozmowę.

        Polubienie

    • Ważny tekst podany przez Lola jest powiązany z tym, co powiedział w księgarni Sursum Corda w Poznaniu ks. dr Paweł Murziński (22-23.04.2016r.).
      Jest to lektura obowiązkowa dla Wszystkich, którym zależy na zbawieniu!

      Księże Pawle, bardzo dziękuję 🙂

      Polubienie

    • @Lolo

      Oprócz samego tekstu z tej strony, zaciekawiły mnie 2 wypowiedzi internautów.

      #60 MagdaZ85 2016-04-04 14:57
      „Właśnie jestem w Hiroshimie. Historia opisana na tej stronie to bajka. Zapraszam do muzeum bomby atomowej, kustosz wystawy a także osoby które przeżyły, byłyby zdziwione , gdyby usłyszały jakie bzdury sa wypisywane na tej stronie. Wstyd mi, że ktoś z moich rodaków taki zamęt sieje.”

      Nie wiem czy Magda mówi prawdę czy nie, natomiast wiem na 100%, że budynki franciszkanów konwentualnych założone przez św. o. Maksymiliana Marię Kolbego w Nagasaki przetrwały wybuch bomby atomowej. Fakt, że znajdowały się za wzniesieniem, które mogło je ochronić (ale nie musiało)…

      A tu, tak dla ciekawości, pomieszanie z poplątaniem:

      #58 2015-10-23 12:21
      „Bog jest diablem oszuskujacym ludzi dla swej chwały. Tylko politeizm jest wlasciwa droga. Bog istnieje ale jest zły. Allah jahwe… to wszystko diabeł”.

      Polubienie

      • @Korneliusz
        Wypowiedzi internautów mogą być różne. Jak sam wiesz. Specjalistów od teologii jest teraz całe mnóstwo, zwłaszcza opłacanych. Nauka KK jednak jest jedna i nie da się jej zmienić nawet jak ma się tytuł „papieża”. Ciekawe czy @Bernard otrzymuje wpisy od trolli? Chociaż portal chyba jest „niszowy”. Ale może jednak, tak… Ważna jest przede wszystkim linia programowa portalu.
        A o tym wydarzeniu to ja czytałem jeszcze 2003 roku, opisanym przez Amerykanina w książce jego autorstwa, poświęconej różnym proroctwom apokaliptycznym, utrzymanej w duchu wierności Magisterium KK. Zaznacza on, że sprawę tych wydarzeń utajniono. Wyobrażasz sobie, że w świecie podporządkowującym się szatanowi będą się chwalić takimi rzeczami? W każdym razie taką ewentualność trzeba brać pod uwagę. I w Japonii będą rozpowszechniać coś katolickiego coś co w sumie pod znakiem zapytania postawi całą strukturę społeczną? Tam katolicyzm w zasadzie nigdy nie cieszył się poparciem władzy. Na dobrą sprawę. A jeszcze Japonia weszła pod kuratelę amerykańską po II wojnie światowej. Kto rządzi USA, właściwie od początku istnienia? Masoni.
        Co do muzeów… „cuius religio eius regio”. Przykładem „światowej sławy historyka” jest p. Jan Tomasz Gross. Jest coś takiego jak „polityka historyczna”, czyż nie?

        Polubienie

  31. Tak, św Maksymilian Kolbe to był prawdziwy święty w „starym stylu”, asceza, posty, pełne oddanie, prawdziwe cuda za życia i po śmierci. Śp K. Świtoń (na you tube mozna zobaczyc filmik w którym opowiada tę historię) , który swojego czasu zajmował się obroną krzyży na żwirowisku w Oświęcimiu twierdził, że św Maksymilian został pochowany na terenie obozu koncentracyjnego i że wieczorami widział dziwne światła w tym miejscu. Wg oficjalnej wersji św Maksymilian zginął w celi śmierci i został spalony, ale to wg K. Switonia nieprawda. Skazany na śmierć głodową nie zmarł z głodu (tak jak wielu innych świętych potrafił żyć bez jedzenia), po 2 tygodniach Niemcy znaleźli go żywego i musieli go zabić inaczej. Po czym próbowano kilkakrotnie spalić jego ciało w piecu krematoryjnym, ale się nie udało. Cud zatajono. Pochowano go w całości na terenie obozu. Od lat w tym miejscu pojawiają się dziwne światła.

    Polubienie

    • @JL
      No to jest świetny dowód na „politykę historyczną”. Ile takich rzeczy zostało utajnionych? Pewnie dowiemy się po śmierci. A tak przy okazji istotą świętości jest bycie wiernym prawdzie aż po krzyż
      „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.”
      (J 4:23-24; BT). Wszelkie praktyki umartwiające, posty, jałmużny, modlitwy mają za zadanie pomóc „pogłębić” ducha, ale prawdy wg. mnie nie zastąpią. Zresztą ten punkt widzenia obecny jest także w Buddyzmie. Piszę o tym nie dlatego, że zamierzam wprowadzać tajnie buddyjski przekaz, ale dlatego że pewne elementy widzenia świata (powtarzam „pewne”, „niektóre”) są wspólne dla różnych tradycji religijnych, czy to się komuś podoba czy nie. Kościół w swojej historii ma takie własnie sięganie po dorobek innych tradycji w celu lepszego zrozumienia swojej. Problem zawsze tkwi w tym by w tym sięganiu nie przekroczyć granicy, za którą jest już zdrada Chrystusa.
      A tak przy okazji fragment z publikacji poświęconej historii Buddyzmu. Jest ona akuratna do tego co się dzieje w Europie i pod znakiem zapytania stawia spojrzenie „Franciszka” na Islam:
      „Upadek b. w Indiach to nie tylko skutek stopniowego wchłaniania mas buddyjskich przez odradzający się hinduizm, ale także skutek najazdów muzułmanów pod koniec XI i w XII w., którzy systematycznie mordowali mnichów buddyjskich, palili ich księgi, zburzyli promieniujące na całą Azję w I–VIII w. uniwersytety w N¯alandzie, Vikramaś¯ıli, Odantapuri i in.”
      („Buddyzm”, PEF — © Copyright by Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, Maciej St. Zięba – plik PDF)

      Polubienie

      • Co do utajniania informacji o obozach: kilka lat temu oglądałem wywiady z Więźniami. I jedna z Pań powiedziała coś takiego: Powszechnie małe dzieci idące na śmierć na ścianach, na piasku malowały motyle ……. Daje do myślenia

        Polubienie

  32. ” Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec.” J10,1-10
    Tyczy się to także buddyzmu. Z hinduizmem jest ten problem, że bł.A.K. EMMERICH wspomniała: sankskryckie pisma pierwotnego hinduizmu zawierały treści od Boga pochodzące. Z czasem jednak, zacieraly się aż po destrukcję którą przyniósł ateistyczny buddyzm.
    Dzisiejsza postać Bagavat Gity jest już poważnie odległa nie tylko literacko od owych pierwocin. Dlatego najmądrzej jest przyjąć Prawdę najpełniej wyrażaną przez wiarę Katolicką…

    Polubienie

    • @Zorrro
      No złapałeś mnie na gorącym uczynku. Proponuję zaśpiewać ten cytat św. Tomaszowi co korzystał z Arystotelesa.
      Nie piszę o przejściu na Buddyzm tylko o analizie pod kątem tego co wspólne. Jeśli człowiek został stworzony na „obraz i podobieństwo” i Bóg jest jeden i jedyny to to oznacza, że każdy człowiek jest w swej strukturze cielesno-duchowej identyczny bo ma jednego Stwórcę. Różnimy się stopniem poznania tej struktury. Chrześcijaństwo a właściwie KK ma objawioną tę strukturę. Objawioną. Ale jak powiedział Jezus Chrystus wszystkiego „znieść nie możecie” (por. J 16:12) a zatem mimo, że objawione to jednak nie znane. Inaczej żadne proroctwa, żadne kolejne dogmaty nie musiałyby być ogłaszane bo było by wszystko wiadome. Kiedyś w rozmowie z ŚJ usłyszałem stwierdzenie, że w Piśmie Świętym nie ma nic o Trójcy Świętej. Fakt. No ale akurat miałem orientację we Wschodzie i wyszło mi, że gdyby Jezus albo wcześniej w ST było coś o Trójcy Świętej to wyszło by z tego trzech Bogów: Tato oddzielnie, Synuś oddzielnie, a Duszek oddzielnie. A na dokładkę Maryja. Jak w Hinduizmie: Brahman, Wisznu, Siwa. I J. Urban miałby rację kiedy bluźnił pisząc – w swoim stylu – o poczęciu Jezusa Chrystusa.
      „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni.” (J 10:16; BT) powiedział Jezus a to oznacza, że są tacy wierni Bogu, nawet jeśli nie wypowiadają tego imienia. Nie bez przyczyny Jezus podał jako jedno ze swoich imion „prawda” (J 14:6). Zatem wierność prawdzie jest wyznacznikiem wierności Bogu. Co z tego, że będę odmieniał imię Jezusa na wszystkie sposoby jak będzie to fundamentalna niewierność? Czyż nie o to mamy pretensje do „Franciszka”? Więc ja wzorem św. Pawła próbuję analizować „Nieznanego Boga” (Dz 17:23) i sprawdzić czy jest coś co umożliwi tamtym ludziom odkryć Chrystusa, a także lepiej zrozumieć swoją własną wiarę. Przecież niemożliwe, aby ci co dobrze postępowali, uczciwie, byli wierni prawdzie tak jak ją rozumieli a nie znali Chrystusa z nie własnej winy, byli potępieni. Prawdziwi misjonarze schodzili „w dół” i ewangelizację opierali na tym co znane ludziom, do których przyszli z Dobrą Nowiną. I pokazywali, że pełnię tego co dobre u nich, mogą znaleźć w Chrystusie. Ale oczywiście możemy wybrać sposób muzułmański na wyjaśnienie wszelkich nieścisłości i niewierności Chrystusowi…
      Jeśli się pójdzie do Buddysty i powie mu, że Jezus Chrystus jest jedynym Bogiem i Zbawcą a jak tego nie przyjmie to będzie potępiony, to takiego delikwenta ów Buddysta wyśmieje. Nie dlatego, że jest zły tylko dlatego, że żyje w innym świecie pojęć. Otóż Buddysta jest w stanie odmówić ze mną modlitwę „Ojcze Nasz” czego nie zrobi Świadek Jehowy. A przecież nie Buddyści a ŚJ opierają się na tych samych tekstach biblijnych co my. Więc zanim zaczniemy się nawzajem w czambuł potępiać proponuję próbować zrozumieć tok myślenia strony przeciwnej, bo może się okazać, że zapał idzie w przysłowiowy gwizdek.
      I jeszcze jedno, jakąkolwiek sugestię, nawet niewypowiedzianą (w końcu to ja wspomniałem o Buddyzmie – co by było gdybym wspomniał o Taoizmie…), że próbuję nawracać kogoś na Buddyzm, gdy ja piszę o WSZECHPOŚREDNICTWIE Maryji uważam za śmieszną. Jedynym Zbawcą świata jest Jezus Chrystus. Wszyscy krytycy Jana Pawła II za Asyż, nie chcą przyjąć do wiadomości, że w gronie przywódców religijnych tam zgromadzonych Jan Paweł II wypowiedział to wyznanie wiary zaczynając od słów „z całą pokorą…”. Mówił też o Chrystusie w Casablance do muzułmanów, mówił o tym, że tu się różnimy z muzułmanami. I nie obmywał im nóg. Nie zacierał różnic ale próbował uniknąć tego co idzie a co wybuchnie z całą mocą bo go nie słuchano. Ooo, nie słuchano… cieszono się z kremówek. Dlatego dzisiaj mamy nowego „santo subito”, którego zdaje się krytykujemy, że nie taki „santo” „jak go malują”.

      Polubienie

    • Ps’
      (to mi „uciekło” w Twojej wypowiedzi)
      Buddyzm nie jest w swym rdzeniu systemem ateistycznym jak to się popularnie rozumie w naszym kręgu kulturowym przez „ateizm”. Nie istnieje tam Bóg jako Absolut rozumny, uniwersalny, ale istnieje pojęciowy odpowiednik duchowej rzeczywistości jako czegoś co istnieje „nie nazwane”. Można powiedzieć, jest to naturalny ogląd substancji(?) Boga, tzn. jakby Bóg pozwalał się „podglądnąć” ale do pewnego momentu i tak zostawił. Gdyby pozwolił na więcej, objawienie w Chrystusie nie byłoby potrzebne do czegokolwiek (tak to mniej więcej bym sformułował, ale oczywiście to mój punkt widzenia a nie doktrynalny). W każdym razie Buddyzm jest ateistyczny w tym sensie, że nie istnieje tam odniesienie do Rozumnego Absolutu (Bóg) ale też zarazem i nie jest bowiem widzi coś więcej niż materia, ową „takość”, będącą podstawą istniejącej rzeczywistości przez nas określanej jako stworzona. Budda na pewne pytania nie odpowiadał zostawiając je „otwarte”.

      Polubienie

  33. Mam tu zestaw argumentów profranciszkowych prosto ze środowisk akademickich katolickich uniwersytetów:
    – F. nawołuje do przyjmowania islamistów, bo F. nie rozumie Europy – jest przyzwyczajony do mozaiki narodowościowej w Ameryce Płd i mu się zdaje że tak powinno być
    – bratanie się z islamem rozpoczął JPII, więc to właściwie kontynuacja.
    I co wy na to?

    Polubienie

    • @JL
      Moja, moja powtarzam, odpowiedź jest taka:
      1) Od kiedy to prawdy wiary są lokalne i historia danej zbiorowości ma być ustalana subiektywnie. Od tego ma doradców aby mu pomagali jeśli ma z rozumieniem czegoś problem. Ale widać „niemiecki człog” równa wszystko z ziemią, Także historię Europy bo historię Polski to już mamy załatwioną przy pomocy „polskich obozów zagłady”.
      2) JP II „bratał” się ze wszystkimi i cały czas głosił, że Jezus Chrystus jest Jedynym Zbawicielem świata.

      Polubienie

  34. Jeszcze do tematu z nieznanymi informacjami. Przeczytałem to tylko raz i nie zanotowałem sobie źródła.
    Otóż w Polsce była podobno jedna wieś gdzie w czasie II wojny światowej Niemcy ani razu nie zaglądnęli. Tamtejszy kapłan od początku wojny wprowadził codzienny Różaniec przed wystawionym Najświętszym Sakramentem.

    Polubienie

  35. Ks. Malachi Martin – Piotr w okowach. Rozważania o kondycji Rzymu – Część 1

    Ks. Malachi Martin – Odwrócony katolicyzm czyli Kościół reformowany i wymyślony na sposób ludzki – Część 2 – Łódź miotana sztormem

    Dwa audiobooki (fragmenty książek) 🙂

    Polubienie

    • Bardzo lubię M. Martina. Dzięki za ten link.
      Polecam gorąco książki M.Martina: szczególnie „Dom smagany wiatrem”. Genialne. Czyta się jednym tchem. Zaczyna się od „trzęsienia ziemi”, a potem napięcie rośnie.
      Bardzo aktualne i prawie prorocze, mimo że napisane dziesięciolecia temu.

      Polubienie

      • @JL – nie ma za co 🙂

        Uważam, że należy mówić o książkach ks. Malachiego Martina, ponieważ ks. Martin pisał tylko i wyłącznie o tematach, na których znał się DOGŁĘBNIE (jak mało kto na świecie).
        Praktycznie, którą by się nie wzięło z jego książek, to warto ją przeczytać.
        Wszystkie książki, które poniżej podaję są bardzo mocne.

        – „Dom smagany wiatrem” – prawdopodobnie jest to najważniejsza książka napisana przez tego księdza o tym, co się działo w Watykanie;
        – „Klucze Królestwa” – jest to książka o sytuacji geopolitycznej w powiązaniu z Kościołem katolickim;
        – „Jezuici” – jeden z bardzo znanych jezuitów ks. John Hardon (trwa jego proces beatyfikacyjny) powiedział: „Jezuici są w 100% prawdziwi”;
        – „Zakładnicy diabła” – pięć udokumentowanych przypadków opętań i egzorcyzmów. Ks. Martin był również egzorcystą (dla mniej wtajemniczonych).

        Polubienie

    • To było dobre. No, parę osób może by coś zrozumiało zwłaszcza z Zachodu. Oni tam zdaje się mają już powoli dość „integracji”. No i na tym tle widać, że my ze swoim katolskim zaściankiem stoimy lepiej niż oni z tym całym swoim „postępem”.

      Polubienie

      • Chciał dać lekcję Papciowi z historii. Ten by opowiadał o miłości do imigrantów, a tutaj wymiar praktyczny jak historia się lubi powtarzać z osmańskimi imigrantami……

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s